Czy będę umiała kochać drugie dziecko?

Myślę, że bardzo często ludzie dzielą się na dwa typy: tych, którzy po pierwszym dziecku mają tak dosyć, że nie chcą decydować się na kolejne oraz tych, których rodzicielstwo pozytywnie zaskoczyło. Zdecydowanie zaliczamy się do tej drugiej grupy. Nie wiem czy to nasza zasługa, genów czy może ogólnego podejścia do życia, ale zdecydowania Lena jest dzieckiem, które do macierzyństwa raczej zachęca niż zniechęca. I to nie jest tak, że zawsze było łatwo, cukierkowo i bezproblemowo, ale słuchając innych, wyobrażałam sobie całe to rodzicielstwo znacznie, znacznie gorzej! Tym czasem nasza córka okazała się dzieckiem, które bardzo łatwo jest kochać. Ja po prostu nastawiłam się na jazdę bez trzymanki, a życie pokazało, że wcale tak być nie musi. I oczywiście, jeśli kogoś przerażają nocki z pobudkami, brudna podłoga podczas nauki samodzielnego karmienia czy porozrzucane zabawki, to zastanawiam się czy jest gotowy na rodzicielstwo i jego konsekwencje w postaci chwilowej zawieruchy życiowej?

Parokrotnie usłyszałam, że Lena jest dzieckiem niemal idealnym. Oczywiście, że nie jest i każdego zapraszam do spędzenia kilku dni z nią, by się o tym przekonać. Jednak bez fałszywej skromności muszę przyznać, że udała nam się córka. Wielokrotnie mówię o tym, że jest taka jaką ją sobie wymarzyłam. Bystra, rezolutna, wesoła, wygadana i raczej bezproblemowa. Szybko przesypiane całe noce, sprawna nauka samodzielnego jedzenia, adaptacja w przedszkolu bez płaczu i dramatów, chętnie spędzane nocki u babć i brak aferek w sklepach z zabawkami i jęczenia. Wierzę, że połowa sukcesu to nasza zasługa, cierpliwość, konsekwencja i długie rozmowy, a druga – jej natura. I nie chcę, by zabrzmiało to, jak przechwałki, a jedynie wstęp do pytania – czy będę umiała kochać drugie dziecko tak samo mocno, biorąc pod uwagę, to jak wysoko zawiesiła poprzeczkę Lena?

Kiedyś nie umiałam wyobrazić sobie tej wielkiej, niewytłumaczalnej i wszechogarniającej miłości macierzyńskiej. Dziś ją rozumiem i sama siebie nie poznaję! Serce mi mięknie na każde “kocham Cię mamusiu” “jesteś super i ładna” “kocham rodzinę” i na każdego buziaka, przytulasa czy uścisk małej rączki. Jak tę miłość podzielić teraz na 2? Co w sytuacji, w której druga córka nie będzie taka łatwa w obsłudze? Czy będę umiała nie porównywać ich do siebie? Czy będę wiedziała, gdzie postawić granicę, żeby czuła się tak samo kochana?

Gdy zaszłam w drugą ciążę usłyszałam ” gratuluję i współczuję”. Nie wiedziałam, czego tu współczuć. Przecież to oznacza jeszcze więcej radości i miłości w domu. Zdaję sobie sprawę, że mówi to ktoś, kogo rodzicielstwo mogło przerosnąć, jednak starałam się cały czas mieć pozytywne nastawienie. Aż nagle pewnego dnia wpadła mi do głowy myśl – Co jeśli…drugie dziecko będzie nieodkładalne, jęczące, krzyczące, marudzące i płaczące? Co jeśli dołączę do grona tych sfrustrowanych matek, mówiących innym “współczuję”, ” z dwójką to dopiero się zacznie”, ” no teraz zobaczysz, co to znaczy mieć dziecko”. Co jeśli sama będę wypowiadać teksty, których nienawidzę i działają na mnie jak płachta na byka? Co jeśli zamiast widzieć fajne strony macierzyństwa, zacznę…. współczuć, narzekać i demonizować posiadanie dzieci?

Mówi się, że każde dziecko jest inne. Tylko, że ja bym nie chciała, żeby moje drugie było bardzo inne. Myślę, że to trudne, gdy w domu masz już wymarzone dziecko, żeby nie mieć żadnych oczekiwań, co do kolejnego. Bardzo się staram nie myśleć w tych kategoriach, ale to silniejsze ode mnie.

To są zdecydowanie moje najpoważniejsze obawy związane z posiadaniem drugiej córki. Ten strach, by umieć kochać je równo – zawsze i bez względu na okoliczności. By ich nie porównywać, nie mieć żalu ani pretensji, gdy tym razem nie będzie tak łatwo. By nie przytrafił nam się “syndrom drugiego dziecka”. Bardzo bym chciała być dla następnej córki taką mamą, jaką jestem teraz, bo uważam, że jestem całkiem dobrą. Wyluzowaną, lubiącą swoje życie, wyspaną i szczęśliwą. Chcę czerpać tyle samo radości i przeżywać macierzyństwo tak samo jak za pierwszym razem. Mam nadzieję, że mi się to uda!

Dodaj komentarz