Czy dziecko weryfikuje znajomości?

Gdy byłam w ciąży zapytałam moją koleżankę, która miała już dziecko, czy zauważyła, że odkąd pojawiło się na świecie jej znajomi inaczej ją traktują, odsunęli się od niej lub zerwali kontakt. Odpowiedziała mi wtedy, że nie, bo przecież każdy jest świadomy tego, że to coś normalnego i sytuacja się po prostu zmienia, gdy w życiu przechodzimy na kolejny etap. Uspokoiła mnie wtedy, bo towarzyski ostracyzm był tym, czego naprawdę się bałam.

Przyzwyczajona do tego, że otaczają mnie ludzie, trudno było mi sobie wyobrazić, co byłoby gdyby nagle ich zabrakło. Wtedy myślałam, że dziecko nie jest żadną przeszkodą i nie trzeba z niczego rezygnować. Teraz po 3 miesiącach mam trochę inne spostrzeżenie. Ale konkretniej.

Posiadanie dziecka to zupełnie nowa sytuacja. Można się w niej odnaleźć lepiej albo gorzej. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od naszego podejścia. My nasłuchaliśmy się wielu ostrzeżeń i przestróg, więc byliśmy przerażeni. Życie pokazało, że rzeczywistość może być znacznie przyjemniejsza. Nie będę teraz rozwodzić się nad tym, jak piękne jest macierzyństwo, ale prawda jest taka, że nagle wiele rzeczy nabiera po prostu sensu. I powinnam napisać, że rozumie to tylko ktoś, kto ma dzieci, ale tak nie jest. Każdy może zrozumieć. Pisałam już we wpisie: matka na wychodnym o tym, że każda mama musi mieć także czas dla siebie. Po prawie 3 miesiącach mogę stwierdzić, że owszem jest to ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejsze jest to, żeby nie zamknąć się w domu i zatracić w pieluchach. Nie muszę już oglądać w nieskończoność seriali, bo po prostu tego nie potrzebuję. Ale nie chcę siedzieć wśród pieluch w domu, bo dostałabym na głowę. Każda mama musi wychodzić do ludzi. Właśnie dlatego staram się zabierać córkę ze sobą, żeby poznawała nowe miejsca, a przede wszystkim ludzi! I tak też robię, niemal od samego początku. Moja Mała ma kontakt z naszymi znajomymi i moimi przyjaciółkami. Czy to dlatego, że mam pieluszkowe zapalenie mózgu i nie potrafię ruszyć się na krok bez dziecka? Nie. Ja po prostu tego chcę. Teraz córka jest częścią mojego życia i nie mogę udawać, że Jej nie ma, gdy jest mi to na rękę. Oczywiście, że wychodzę sama i zostawiam Małą pod opieką taty lub dziadków, jednak na co dzień jest ze mną. Decyzję o dziecku podjęliśmy ze wszystkimi tego konsekwencjami. Liczyłam się więc z tym, że będę miała nową towarzyszkę we wszystkim, co robię. Co na to inni ludzie, moi przyjaciele, którzy są przyzwyczajeni do innego stylu życia? Czy mają problem z tym, że w gratisie do mojego towarzystwa dostają moją córkę?

Wśród moich znajomych zdecydowana większość nie ma jeszcze dziecka. Tym bardziej było to dla mnie trudne z obawy na to, czy zrozumieją moją nową sytuację i czy w związku z nią, nadal będą chcieli być częścią mojego życia. Może to wydawać się śmieszne, ale czasem przyjaźnie i znajomości urywają się z różnych powodów. A rozbieżny styl życia i plany mógłby być jednym z nich. Wiedziałam, że ze swojej strony zrobię wszystko, żeby zadbać o najważniejsze relacje i miałam nadzieję, że zadziała to w 2 strony.

Wszystko zależy od tego, jakimi ludźmi się otaczacie. Jakie mają priorytety i jak cenni dla nich jest Wasza znajomość. Tak duża zmiana w życiu to potężny test przyjaźni. U mnie sprawdził się w 100%.

Po porodzie otrzymałam masę zainteresowania od swoich przyjaciółek i wsparcia znajomych. Gdy jedna z nich wyznała, że chciałaby mieć jakiś udział w tak ważnym momencie mojego życia, powiedziałam jej zgodnie z prawdą, że najbardziej wartościowe, co może dla mnie robi jest jej zainteresowanie. Ja nic więcej wtedy nie potrzebowałam. I nadal nie potrzebuję. Gdy w pierwszych tygodniach dostawałam pytania: co słychać, jak leci, jak malutka i jak macierzyństwo było to dla mnie coś wspaniałego! Próbując odnaleźć się w nowej sytuacji czułam, że komuś na mnie zależy i nie zapomniał o mnie. To cholernie podnosiło mnie na duchu na tym początkowy etapie, gdy byłam w emocjonalnej rozsypce. Doceniałam wtedy każdą pojedynczą wiadomość i słowa zainteresowania i wsparcia, a teraz doceniam je jeszcze bardziej!

Minęły prawie 3 miesiące. Nie pamiętam już tych początkowych trudnych momentów, ale pamiętam, kto wtedy był ze mną. Kto napisał do mnie, zapytał i chciał odwiedzić mnie i malutką! To tak bardzo utwierdziło mnie w przekonaniu, że mam fajnych przyjaciół i dało naprawdę kopa pozytywnej energii. Wiedziałam już, że Ci sami ludzie nie będą krzywo na mnie patrzyli, marudzili czy rzucali głupimi tekstami, gdy przyjadę do nich z dziećmi, bo będę ROZUMIELI.

To jest podstawa – zrozumienie sytuacji osoby, która ma dziecko. I niestety umiejętność dostosowania się i pójścia na kompromis. Oczywiste jest, że przez pewien czas nie pójdziecie razem do pubu czy nie wyjedziecie razem na weekend. Większość Waszych wspólnych planów będzie ustalana pod dziecko. Tak to wygląda i nie da się tego ominąć i zmienić.

Gdy z kimś się umawiam proszę, żeby było to miejsce, gdzie bez problemu stanę autem, żeby wypakować z niego wózek. Godziny spotkania umawiam tak, żeby mała nie była marudna. Gdy córka zaczyna mi płakać – nikt się nie krzywi i nie robi głupich uwag. Znajomi robią wszystko, żeby nasze spotkania z dzieckiem były komfortowe przede wszystkim dla maleństwa. Moja przyjaciółka nie miała problemu z tym, gdy poprosiłam ją, żeby dostosowała swój przyjazd do planu dnia Małej. Kolejna nie obraziła się, gdy w ostatniej chwili chciałam odwołać spotkanie, bo córka miała kolkę. Jeszcze inne dzielnie pomagały mi wnosić wózek, a nawet przyniosły obiad! Każda z ciotek regularnie pyta o córeczkę! I nawet, jeśli nieszczególnie je to interesuje, to robią to ze względu na mnie. Nawet nasz przyjaciel, który dzieci nie lubi i mówi o tym wprost, odwiedza nas, jest wyrozumiały i pyta, jak moje macierzyństwo! To jest naprawdę super i świadczy o tym, jakim fajnym jest człowiekiem! Podsyłałam mu czasem zdjęcia córki, jednak wiem, żeby nie przeginać! 😀

Wiem, że wymaga to od nich czasem rezygnacji z własnych oczekiwań i pójścia mi na rękę. Jestem świadoma, że być może nie mają ochoty słuchać płaczu dziecka, ale nigdy nie dali mi tego odczuć! Jestem za to cholernie wdzięczna! Dzięki takim ludziom macierzyństwo jest znacznie prostsze!

Jestem matką, ale przede wszystkim jestem jeszcze sobą. Trochę inna niż przed porodem, ale wciąż mam swoje emocje i swoją osobowość. Wierzcie mi – macierzyństwo nie sprawia, że nagle zmieniasz się w kogoś zupełnie obcego. Nadal śmieszą mnie te same żarty, nadal lubię spotykać się z ludźmi i nadal potrafię rozmawiać o czymś innym niż własne dziecko.

Jeśli przeszkadza Wam obecność małego dziecka, to niestety to jest Wasz problem, nie matki. Nie oczekujcie od niej, że za każdym razem będzie zostawiała swoje dziecko, żeby wyjść z Wami na imprezę. Jeśli się z kimś przyjaźnicie, na kimś Wam zależy, to akceptujecie tę osobę w całości, łącznie z sytuacją, w której się znajduje. Usprawiedliwienia w stylu: nie chciałam Ci przeszkadzać, bo masz dziecko, nie chciałem zarazić małej czy myślałam, że Ty teraz to tylko w domu siedzisz, są naprawdę tylko wymówkami 🙂

Macierzyństwo nigdy nie jest problemem. Problemem mogą być osoby, z którymi się zadajecie. Jeśli ktoś przestaje Was zapraszać na spotkania, robi głupie i kąśliwe uwagi i odcina się od Was, to zastanówcie się, czy warto kontynuować takie znajomości. Prawdziwi przyjaciele nie wykluczą Was, bo zmieniła się Wasza sytuacja życiowa. Moja koleżanka z początku wpisu miała rację – dojrzali ludzie po prostu rozumieją takie rzeczy.

Dodaj komentarz