Zapisane w wodzie

Pamiętacie moją recenzję “Dziewczyny z pociągu”, książki która bardzo szybko zyskała miano bestsellera, a na jej punkcie oszaleli wszyscy? Ja nie byłam przekonana. Czegoś mi w niej zabrakło; akcji, wyrazistości czy bardziej rozbudowanej fabuły. Lubię kryminały, chętnie sięgam po książki Harlana Cobena, które przyzwyczaiły mnie do tego, że napięcie budowane jest do ostatniej strony. I nagle mam zderzenie z Zapisane w wodzie i próbuję zrozumieć, skąd ten szał na kolejną książkę Pauli Hawkins.

Książka napisana jest podobnie do Dziewczyny z pociągu – rozdziały są krótkie i podzielone na relacje poszczególnych bohaterów. Dla jednych będzie to bardzo fajny sposób narracji, dla mnie nie jest. Pomimo tego, że każdy króciutki rozdział opisuje historię z perspektywy innej postaci, to tej różnicy nie widać. Język jest ciągle ten sam, wręcz śmiesznie prosty – dziecko z podstawówki nie będzie miało problemu, żeby przeczytać i zrozumieć tę książkę. Nie mówię, że to źle, jednak mi nie do końca to odpowiada. Dla osób, które nie czytają zbyt wiele, nie powinno to stanowić żadnego problemu, wręcz  przeciwnie. Historię czyta się łatwo, szybko i przyjemnie. I tyle. Nic więcej, żadnych fajerwerków, wstrzymywania oddechu podczas przerzucania kolejnych stron.

Opowieść z Zapisane w wodzie miała potencjał. To mogła być dobra, wciągająca i mrożąca krew w żyłach historia, z licznymi zagadkami i tajemnicami. To mogło się udać, jednak coś poszło nie tak. Historia jest płytka i banalna. Brakuje rozwinięcia wątków, pogłębienia charakterystyki bohaterów i wyjaśnienia niektórych aspektów, które mogły być interesujące. Tymczasem dostajemy historię o niczym. Śmierć kobiet w wodzie. Brak naszkicowania przyczyn, ucinanie akcji, nie pogłębianie wątków. To nie jest zła książka, tylko zabrakło jej tego “czegoś”, co sprawiłoby, że byłby to naprawdę dobry thriller. Początki są nudne, przydługie i właściwie nie do końca wiadomo o, co chodzi. Z czasem akcja trochę się rozwija i rzeczywiście książka robi się nieco bardziej ciekawa. Zakończenie jest… dziwne i w sumie nijakie, chociaż przyznaję, że zaskakujące.

Jeśli nie macie, co czytać w styczniowe wieczory, to Zapisane w wodzie będzie całkiem niezłą lekturą. To nie thriller w stylu Harlana Cobena czy Charlotte Link, ale to nie jest zła książka. Sięgnijcie po nią, jeśli akurat macie chwilę wolnego czasu. Ale czy warto ją kupować do domowej biblioteczki? Raczej nie.

One comment

Dodaj komentarz