Roczek naszej córki w czasie pandemii

Bałam się zostać matką. Nie umiałam “obsługiwać” dzieci, nie rozumiałam ich i nie lubiłam. Zastanawiałam się, co z moim instynktem macierzyńskim, jak to będzie, czy się sprawdzę. Rok temu wszystko się zmieniło, bo 10 kwietnia 2019r. na świat przyszła nasza córka. Życie wywróciło się do góry nogami

Czas sprzed roku pamiętam jakby to było wczoraj. Kilka dni przed porodem spacerowałam z przyjaciółką, a dzień przed sadziłam kwiatki. Pamiętam jak bardzo chciałam, żebyś nie urodziła się idealnie w terminie. 10 kwietnia dla historii Polska to bardzo ważna data i wolałam, żeby urodziny małej przypadały kiedy indziej i wielokrotnie z tego żartowałam. Nasza córka jednak zrobiła po swojemu i 10 kwietnia 2019r. pojawiła się na tym świecie. Chciałabym napisać, że był to najpiękniejszy dzień w moim życiu, ale skłamałabym. Nie pamiętam go. Przebieg porodu do teraz opowiada mi mój mąż, bo w mojej pamięci te wspomnienia całkowicie się zatarły. Za to, z całą pewnością, był to najpiękniejszy rok w moim życiu.

Poznałam siebie od zupełnie nowej strony. Ta egoistyczna, złośliwa i chamska część mnie zmieniła się w kogoś innego. W dużo bardziej spokojną i ciepłą Matkę. Moim życiowym celem nie jest pogoń za karierą, imprezowanie czy nawet wielkie podróżowanie. Ja zawsze chciałam stabilizacji, domu, poczucia bezpieczeństwa i po prostu Rodziny. Ten rok to mieszanka uczuć. Trudne początki z dzieckiem, podczas których płakałam i wściekałam się na swoją nieudolność. Gdy to minęło przyszedł spokój, harmonia, błogość i szczęście. Niewyobrażalnie wielkie szczęście, że mam to, co chciałam. Cudownego męża i wymarzoną córkę. Spędziliśmy cudowne pierwsze, wspólne lato, ciepłą jesień i magię Świąt Bożego Narodzenia. Patrzyliśmy na nasze dziecko, które dorastało, uczyło się nowych rzeczy i z dnia na dzień ta miłość była coraz większa. Rozczulało mnie w Niej to, w jaki sposób się uśmiecha, jak podnosi główkę, przewraca na boki, siada, patrzy na mnie, je pierwsze posiłki, wstaje i woła “mama” i “tata”. Myślałam, że nadszedł ten moment, w którym nie można bardziej pokochać swojego dziecka. Myliłam się. Można. Nie ma żadnej skali, bo ta eksplozja uczuć jest niekończąca i niewyobrażalna. I to piszę ja, czyli osoba, u której próżno było szukać instynktu macierzyńskiego, a dzieci tolerowała z daleka.

Córka jest moją motywacją. Do lepszego życia. Bardziej jakościowego. Takiego, z którego będę mogła być dumna. Chcę jej dać wszystko, co tylko mogę. Piękne wspomnienia z dzieciństwa, pełną rodzinę, radość dziecięcych lat, swobodę, ale też wskazówki, jak żyć. Pragnę dla Niej cudownego życia wypełnionego chwilami zapierającymi dech w piersiach, rodzinnymi wakacjami, wizytami u dziadków, jeżdżeniem na rowerze, spacerami, ubieraniem choinki, poznawaniem przyjaciół, pływaniem w jeziorze, spaniem w namiocie, patrzeniem w gwiazdy z tatą, wspólnym gotowaniem i oglądaniem bajek Disney’a. Chcę być dla Niej wzorem i chcę, żeby wiedziała, że zawsze może na mnie liczyć.

Rok. Dokładnie tyle minęło, odkąd poznałam najważniejszą Osobę w swoim życiu. Trudno mi uwierzyć w to, że ten czas tak szybko przeleciał! Jakby ktoś pstryknął palcami, a nasza córka jest już śliczną i bystrą roczną dziewczynką. Za szybko. Boję się, że nie starczy mi czasu i nie wykorzystam maksymalnie każdej wspólnej chwili. Chciałabym zatrzymać czas, żeby tak nie pędził. Żebym mogła trochę dłużej nacieszyć się Jej oczami wpatrzonymi we mnie i rączkami, które chwytają mój palec. Wiem, że mam Ją tylko na chwilę, bo kiedyś pójdzie w swoja stronę, ale proszę – niech to nie dzieje się tak szybko. Niech kolejne lata mijają trochę wolniej niż pierwszy wspólny rok.

Niestety roczek naszej córki nie będzie taki jak sobie wymarzyłam.

Cały świat stanął w obliczu pandemii i musimy się z tym zmierzyć. Czuję się jak w jakimś filmie science- fiction. Mam wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę, że ktoś robi sobie głupi żart. Nie sądzę, że kiedykolwiek mogłabym nawet pomyśleć o tym, że w swoim życiu będę przeżywać to, co dzieje się teraz. A jednak. Los jest zaskakujący i weryfikuje tylko, jak na niewiele rzeczy mamy realny wpływ. Sytuacja jest trudna, ale trzeba ją przetrwać. Być może to lekcja dla nas, jako ludzkości? Może ktoś chce przekazać nam jakąś wiadomość? Nie wiem. Jednego jestem pewna – gdyby nie nasza Córka, to nie mam pojęcia, jak zdołałabym funkcjonować w obecnej rzeczywistości. Doceniam jeszcze bardziej, że mam rodzinę, że mam przywilej bycia z nią w domu i cieszenia się sobą w ZDROWIU. Nic więcej teraz nie potrzebuję. A pandemia tylko pokazała, co jest najważniejsze. Bez najbliższych, byloby o wiele trudniej!

Dodaj komentarz