Mąż nie pomaga mi przy dziecku

Każdy kolejny miesiąc z naszą córką przynosi mi nowe spostrzeżenia związane z rodzicielstwem. Większość z tego, co obserwuję jest totalnie niezgodne z moim sposobem wychowywania dziecka. Wiem jednak, że każdy ma prawo robić to, co uważa za słuszne. Jest jednak jedna rzecz, której nie pojmuję i, na którą nigdy bym się nie zgodziła. Faceci, którzy nie chcą samodzielnie zajmować się swoim dzieckiem. Wiem, że może jeszcze dla mojej babci byłoby nie do przyjęcia, że mężczyzna przejmuje opiekę nad maluchem, by mama mogła spotkać się z koleżankami, pójść do fryzjera czy poczytać książkę. Ale obecnie to jest, a raczej powinna być, norma.

Uważam, że nie ma nic gorszego niż mężczyzna, który nie chce podjąć się samodzielnej opieki nad własnym dzieckiem. Tym samym sprawia, że jego żona/narzeczona/dziewczyna nie może mieć chwili czasu dla siebie.

Nie przemawiają do mnie wymówki w stylu: “nie wiem, jak to zrobić”, “nie poradzę sobie”, “nie umiem przebrać” “to Twoje zadanie”. Gdyby facet od początku uczestniczył w wychowywaniu i zajmowaniu się maluchem, to wszystkie te czynności nie miałyby dla niego żadnych tajemnic. Ja też na początku nie umiałam. Ale się uczyłam wspólnie z mężem. Rozpoznaję trochę lepiej humory naszej córki, bo po prostu spędzam z nią więcej czasu i nie ma w tym nic dziwnego, że jest mi trochę łatwiej. Ale to nie oznacza, że tata dziecka nie poradzi sobie sam. Mój mąż potrafi wybrać ubrania dla małej, zmienić jej pieluchę, uśpić i zabawić ją, gdy mnie nie ma. Właściwie potrafi robić wszystko to, co każda mama.I wielu facetów potrafi. I to jest bardzo męskie. Zaradny i prawdziwy mężczyzna to nie taki, który przybija w domu gwoździe, potem siada z browarem przed telewizorem i krzyczy “podaj obiad kobieto”.

Mąż nie pomaga mi przy dziecku. A to dlatego, że to nasze wspólne dziecko. To znaczy, że opieka nad nim jest również jego obowiązkiem, nie tylko moim. Poza tym, w jaki inny sposób tata ma zbudować relację ze swoim maluchem?

Umówmy się – jestem mamą. Jedną z najważniejszych osób w życiu mojego dziecka. Drugą jest jego tata. I ja absolutnie nie zamierzam umniejszać jego roli w wychowaniu córki. Co więcej, jest ona tak samo ważna jak moja. Nie mniejsza ani nie większa. Zadania mamy i taty są różne, jednak tak samo potrzebne. Nie umiem zrozumieć tych matek, które nie pozwalają ojcom zajmować się z dziećmi, bo “on nie umie”, “nie da sobie rady”. Panikują, histeryzują i uważają, że nikt nie potrafi lepiej opiekować się dzieckiem niż one same. A potem chodzą wściekłe, zdołowane i niezadowolone z macierzyństwa. Mam również problem z tymi matkami, które dumnie chwalą się, że ojciec ich dziecka”to im pomaga, bo nawet pieluchę czasem zmieni.” Droga mamo – to nie jest wyczyn. Serio. Przebranie swojego dziecka nie jest fizyką kwantową.

Chwalę swojego męża, bo uważam, że jest świetnym ojcem. Nigdy nie dał mi odczuć, że sam sobie nie poradzi i widzę, jak świetną więź buduje z córką. Jednak nie będę mu wdzięczna za to, że się nią opiekuję. To jest jego obowiązkiem, który przy okazji sprawia mu maksymalnie dużo radości. I tak powinno być. Widząc jednak, że nie zawsze tak jest, doceniam to, że On jest właśnie takim typem faceta i ojca. Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że jest w tym naprawdę dobry.

Droga mamo – jeśli Twój mąż/partner chce pomóc – nie krytykuj go. Niech zrobi to tak, jak potrafi. Pomyli rajstopy z półśpiochami?Nic się nie stanie. Droga mamo – jeśli chcesz wyjść i zostawić tatę samego, a on Ci na to odpowiada “a co z dzieckiem”, to chyba coś jest nie w porządku. Chyba, że taki układ Wam pasuje, to nic mi do tego.

Mąż nie pomaga mi przy dziecku. On je wychowuje razem ze mną. A to znaczy, że wspieramy się nawzajem w tym doświadczeniu.

MOŻE SPODOBAĆ CI SIĘ:

One comment

  1. Ela says:

    Brawo Kasiu i mężu Kasi – właśnie to powinno być normą – razem tworzycie dom, rodzinę, a więc i razem wychowujecie Maleństwo. Ja patrzę na rodzicielstwo z boku, bardzo długo byłam również nianią i bardzo często widziałam jak każdy krok taty w stronę dziecka był stopowany przez matkę dziecka, babcie i te wszystkie kobiety, które wiedzą lepiej. A później jeszcze obarczały Tatę, że nie pomaga – bzdura!! Dziecko w 50 % procentach to Tata, więc jakby mógłby zrobić krzywdę części samego siebie?! Jest mnóstwo mężczyzn, którzy sami wychowują dzieci – i co zabrać im je, bo wychowują inaczej niż kobiety? Nie ma jednej niezawodnej drogi postępowania i wychowania dziecka – więc niech każdy radzi sobie jak potrafi! Byle być przy dziecku!

Dodaj komentarz