Gdy ktoś, kto nie lubi(ł) dzieci, zostaje Mamą

Na blogu przeważają treści matkowo-dziecięce, ale jak może być inaczej, skoro mój świat kręci się wokół córki? To właśnie Jej poświęcam 100% swojej uwagi i z Nią spędzam swój czas. Nie będę ukrywać – to zdecydowanie najlepsze lato mojego życia. Nie mogłam sobie tego lepiej zaplanować i wymarzyć. Gdyby jeszcze 2 lata temu ktoś powiedział mi, że będę z uwielbieniem wpatrywać się w śpiące niemowlę i cieszyć z każdej nowej umiejętności, to powiedziałabym mu, że chyba zwariował. Dzisiaj rozumiem to wszystko, czego kiedyś nie potrafiłam objąć rozumem.

Musicie wiedzieć, że miałam ogromne wątpliwości, czy uda mi się nawiązać więź z dzieckiem, skoro… ja nie lubię dzieci. Taka jest prawda. Nie chciałam nosić obcych dzieci na rękach, gugać do nich, robić słodkich minek i seplenić. Czułam się nienaturalnie, jak kretynka, która próbuje zmuszać się do czegoś na co nie ma ochoty i czego robić nie potrafi. Myślałam- “jak ja dogadam się z własnym dzieckiem?”, głośno wyrażałam nawet obawę “czy wykiełkuje we mnie ta umiejętność obsługi niemowlaka, zabawy z nim”, “czy obudzi się we mnie instynkt macierzyński”. Najgorsze jednak, czego się bałam to to, czy będę umiała kochać to dziecko, tak prawdziwie, głęboko, miłością rodzicielską. Bałam się tego najbardziej na świecie – że moja ogólna niechęć do dzieci, nieumiejętność i brak wiedzy będą silniejsze od uczucia, którym przecież powinnam je darzyć.

Sporej części własnego porodu po prostu nie pamiętam, więc nie będę kłamać, że pokochałam swoją córkę od chwili, w której ją zobaczyłam. No nie było tak. Obolałej, nieświadomej i oderwanej od rzeczywistości mnie podali malutkie, krzyczące zawiniątko. Jedyne, co umiałam myśleć – Boże, co robić, co robić! Wstyd się przyznać, ale czułam ulgę, gdy położone zabrały mi córeczkę, żebym mogła dojść do siebie. To właśnie wtedy miałam najgorsze myśli. Czułam, że nie podołam i nie będę dobrą matką. Słyszałam przecież, że miłość pojawia się od razu, natychmiast, a inne matki zamiast spać w nocy, godzinami wpatrują się w swoje nowonarodzone dzieci. Czułam wyrzuty sumienia, bo ja…spałam. Miałam żal do siebie i byłam wściekła, że nie mogę być taka jak inne. Denerwowało mnie, że karmienie piersią nie przyszło łatwo. Byłam zawiedziona, gdy obiecane wszechogarniające uczucie szczęścia nie spowodowało, że wszystko inne przestało się liczyć, że ból zniknął a macierzyństwo stało się słodką sielanką. Czekałam na to wszystko, czego się nasłuchałam i naoglądałam w filmach i portalach społecznościowych. Szczęście, błogość i wielką miłość. Jednocześnie było mi źle, że nie do końca tak to wygląda. Myślałam, że to ze mną jest coś nie tak. Robiłam sobie wyrzuty, że będą złą matką, bo nie było tak idealnie, jak przecież miało być! Wtedy stwierdziłam, że inne kobiety lepiej nadają się do roli Mamy, a ja chyba nigdy się tego nie nauczę. Czułam się źle z tym, że jako kobieta nie sprawdzę się w tak ważnym życiowym zadaniu. A przecież powinnam się domyśleć tego, że tak może być. Nigdy przecież dzieci nie lubiłam. Skąd więc pomysł, że swoje będę umiała kochać?

Niedawno minęły 3 miesiące odkąd moja córka jest na świecie, a ja nie pamiętam jak to był bez Niej. Jest idealna. A moja miłość do Niej eksplodowała z ogromną siłą! Niedawno przeczytałam, że gdy dziecko kończy 3 miesiące większość rodziców (szczególnie ojców) prawdziwie zakochuje się w swoich pociechach. Ile w tym prawdy! Pierwsze tygodnie to czas poznawania się i nauka rozumienia potrzeb naszego malucha, ale teraz nastał najpiękniejszy czas, odkąd zostałam Mamą. Celebruję wspólne chwile. Każdy Jej uśmiech, radosne machanie rączkami czy nowa umiejętność wywołują we mnie pokłady uczuć, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Mój mąż nazywa ją Cudem, a mi serce rośnie, gdy patrzę na swoją rodzinę. Nie przywiązuję już wagi do tych myśli, które nachodziły mnie po porodzie. Dzisiaj wiem, że nieważne czy lubisz dzieci, masz do nich podejście i potrafisz komunikować się z nimi. Liczy się tylko Twoje dziecko, którego nie można nie pokochać. To wbrew naturze.

Czy to oznacza, że pokochałam inne dzieci miłością wielką i bezgraniczną? Powiem tak – przedszkolanką bym nie została 😉 Czy zacznę zaczepiać każdą kobietę z wózkiem i rozczulać się nad jej maleństwem? No nie sądzę. Jednak nasza malutka wyzwoliła we mnie takie pokłady spokoju, czułości i zrozumienia, że jestem w stanie znaczenie lepiej funkcjonować z innymi dziećmi, ponieważ nieco bardziej ogarniam ich zachowania. To samo dotyczy matek, które oczywiście mają NORMALNE i zdrowe podejście do wychowywania swoich dzieci ( czyt. nie płacą uśmiechem bOMbelka:)). Matką i niematką-wariatką, które chcą mnie pouczać, podziękuję. Nie jestem idealną mamą. W końcu miałam cesarskie cięcie i zdarza mi się podawać córce MM, co dyskwalifikuje mnie już na początku. Jednak kocham moje dziecko najmocniej na świecie i ostatecznie tylko to się liczy.

Jedno jest pewne – nawet taki antyfan dzieci jak ja, może odnaleźć się w roli Matki i może sprawiać mu to przyjemność. W obecnej chwili to jest maximum szczęścia, jakiego doświadczam.

MOGĄ SPODOBAĆ CI SIĘ:

Dodaj komentarz