Tam, gdzie nie ma Coca-Coli

“Jednak przejechałem te kilka tysięcy kilometrów. Każdy dzień dostarczał mi nowych wrażeń, doświadczeń, dzień po dniu- zanurzałem się w Afryce. Uczyłem się jej po raz kolejny. Czy ją poznałem?”

“Teraz, po kilku miesiącach, widzę, że nieznane stało się znane tylko w niewielkim stopniu. Bardzo dużo przeżyłem i wiele poznałem, ale w stosunku od moich oczekiwań, do ciekawości świata, poniosłem porażkę. Afryka skrzętnie strzeże swych tajemnic.”

IMG_0603

Nie wierzę, że ostatnią recenzję książki napisałam ponad miesiąc temu! A przecież ja cały czas coś czytam, kupuję i uzupełniam swoją biblioteczkę. Ostatnio opowiadałam Wam o książkach na temat Korei Północnej, a dzisiaj przychodzę do Was z relacją Marcina Mińkowskiego z Afryki. Wielokrotnie pisałam o tym, że moja miłość do reportaży i relacji z podróży nie ogranicza się do jednego regionu świata. Tym razem przeniosłam się do Afryki!

Tam, gdzie nie ma Coca-Coli to książka tego samego wydawnictwa, co opisywana przeze mnie Route 66 nie istnieje, co oznacza, że jest przepięknie wydana. To osobista relacja autora prosto z Czarnego Lądu, w której Marcin Mińkowski opisuje swoją podróż między innymi po Republice Środkowoafrykańskiej, Republice Konga, Demokratycznej Republice Konga, Angoli i Namibii. Niesamowitą pasję do Afryki czuć na każdej stronie i z każdym przeczytanym słowem. Tak książka to więcej niż tylko reportaż z podróży. To zbiór refleksji, przemyśleń o ludziach, kraju i sposobie życia, tak bardzo różniącego się od tego, który znamy. Niesamowita wiedza o tym kontynencie, ale także odwaga i wrażliwość, z którą autor wyrusza w głąb Afryki, sprawiają, że czytając Tam, gdzie nie ma Coca-Coli kilka razy pomyślałam sobie: “to niemożliwe, by trafił się taki wariat, który wsiądzie na barkę bez silnika, będzie przedzierał się do zapomnianych wiosek w sercu Czarnego Lądu oraz ruszy sam w tak dziką, niepewną podróż”. A Mińkowski to zrobił. Dotarł tam, gdzie nie latają samoloty, nie ma hoteli z klimatyzacją, basenów ani Coca-Coli. To niezwykłe. Co za upór, pasja i ciekawość świata pcha ludzi do tego, by nie bali się podróżować. Nie powiem, że uwiodła mnie ta książka. Czasem gubiłam się już w tym, gdzie autor w danym momencie się znajduje. Trochę przeszkadzało mi też to, że gdy wkręciłam się w dany wątek i liczyłam na jego rozwinięcie, to zbyt szybko następowało przejście do następnego tematu. Czułam niedosyt. I wciąż chciałabym o kilka ważnych rzeczy dopytać. W każdym razie i tak uważam, że każdy kto chciałby “liznąć” Afryki, spróbować dowiedzieć się czegoś więcej o mieszkańcach i zakątkach, do których rzadko zagląda człowiek, powinien przeczytać Tam, gdzie nie ma Coca-Coli.

blo

“Każde zagłębianie się w nieznane jest podróżą. […] Wyruszamy w podróż do krainy, którą mało znamy. Co jakiś czas taki powiew niepewności jest pożądany- pozwala nam się realizować, wzbogaca nas, czyni silniejszymi, czegoś nas uczy.Odświeża.”

Dodaj komentarz