Dziewczyna z pociągu

W głowie mam obszerną listę książek, które przeczytałam i, którymi naprawdę bardzo chciałabym się z Wami podzielić. Dziś jednak skupię się na tej, którą przeczytałam całkiem niedawno i, o której wszyscy w internetowym świecie mówili.

dziewczyna-z-pociagu-b-iext30259574

Na wstępie muszę Wam się do czegoś przyznać – łatwo ulegam wszystkim marketingowym chwytom. Pomimo tego, że wiem jak to działa, “siedzę” w tym, to nieustannie łapię się na wszystkie sztuczki marketingowych speców. Przecena w sklepie? Ok macie mnie! Zawsze ulegam. Ładne opakowanie? Kupię choć nie potrzebuję. 2 za 1? Przyda się. Wielki szum w social mediach i na blogach? Istnieje jakieś 95% szans, że też będę chciała tego spróbować.

Ta ostatnia przypadłość dotyka mnie niestety najczęściej, ale nie potrafię z nią walczyć. Pisałam Wam już tu jak dałam się nabrać na fenomen Szczygła. Tak dałam się podejść, że aż kupiłam tę książkę (czego nie robię w przypadku powieści) i do dziś żałuję, ponieważ to było jedno wielkie nudne rozczarowanie.

Dziewczyna z pociągu to kolejna pozycja,  w którą dałam się “wkręcić”. Zewsząd płynęły zachwyty nad tą książką, więc nic dziwnego, że za wszelką cenę i ja chciałam ją przeczytać. Mechanizmy tworzenia potrzeb zadziałały fantastycznie. Musicie wiedzieć, że swego czasu uwielbiałam czytać kryminały. Ba cała moja półka jest zawalona książkami Harlana Cobena, którego szczerze uwielbiam. Nadal chętnie sięgam po dobry i trzymający w napięciu kryminał. I dlatego z dziewczyną z pociągu mam mały problem. Z jednej strony, gdy słyszysz tyle zachwytów nad jedną książką oczekujesz, że treść totalnie Cię powali. Z drugiej strony przeczytałam ją i… no właśnie. Nie powiem, że dziewczyna z pociągu nie jest ciekawa, ale z całą pewnością nie powaliła mnie na łopatki.

To historia kobiety, która straciła pracę a mimo to wciąż codziennie jeździ pociągiem, jakby nic się nie zmieniło i podgląda zza szyb życie ludzi w mijanych po drodze domach. Z początku liczyłam na dreszczyk emocji, trochę psychologicznych zagadek i niespodziewanych zwrotów akcji. I chociaż momentami nie mogłam się oderwać od czytania i byłam ciekawa zakończenia, to jednak z czasem zaczęłam się go domyślać. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem taka świetna, ale ten fikcyjny świat, który stworzyła autorka jest bardzo ubogi. Wydarzenia dzieją się jedynie na kilku przestrzeniach, bohaterów jest niewielu i tylko wokół nich kręci się akcja. Naprawdę miałam nadzieję, że na końcu książki wydarzy się coś, co mnie zaskoczy, zaintryguje i porwie do tego stopnia, że będę nad tym rozmyślać.  Nie czułam nic takiego. Brakowało mi tego, co w swoich książkach zawsze tworzył Harlan Coben – ciekawa, wciągająca historia, tajemniczość i niepewność zdarzeń do ostatnich stron. Dziewczyna z pociągu mi tego nie dała, jednak nie uważam, żeby to była zła książka. To raczej prosty kryminał, który czyta się szybko, nie wymaga skupienia i na pewno znajdzie swoich zwolenników.

Jeśli szukacie dreszczyku emocji, zawiłej historii i trudnych zagadek to moim zdaniem tu tego nie znajdziecie. Jednak sama treść na pewno Was zaciekawi.

One comment

  1. Marta | Zafascynowana życiem says:

    Przyznam się, że ja też uległam temu, że “Dziewczyna…” osaczyła mnie z każdego medium społecznościowego. Uwielbiam takie książki i mnie na przykład bardzo wciągnęła – sama nie wiem, co to spowodowało. Bo rzeczywiście raczej nie to, że emocje sięgały zenitu, ale jednak ma coś w sobie. Coś, co mi się podobało – pochłonęłam w dwa wieczory 🙂

Dodaj komentarz