Tęsknię za Poznaniem

Nigdy nie sądziłam, że to powiem lub napiszę, ale chyba brakuje mi dużego miasta. Pamiętacie ten wpis: Miasto vs wieś? Jeśli tak, to doskonale wiecie, że całe życie miałam możliwość życia w dwóch miejscach. Kilka miesięcy w roku spędzałam w Poznaniu, pozostałe na wsi w naszym domku letnim. Taki układ niezwykle mi pasował i był dla mnie najlepszym wyjściem. Kiedy tylko chciałam, mogłam iść na imprezę z przyjaciółkami, wypić piwo nad Wartą i przenocować w mieszkaniu. Teraz jest to niemożliwe. Mieszkanie jest wynajęte, nie mam do niego dostępu i nigdy nie czułam większego dyskomfortu.

Muszę planować każdy swój powrót na wieś, a znajomi muszą dopasować termin i godzinę naszego spotkania do mnie, żebym nie musiała siedzieć godzinami w centrum handlowym. Nie mogę wyskoczyć na szybkie i spontaniczne piwo z przyjaciółką ani przejść się spacerkiem na Stary Rynek. Nigdy nie sądziłam, że będzie mi to przeszkadzać, a jednak! I nie, żebym narzekała jednak jest to dla mnie zupełna nowa rzeczywistość, z którą trudno jest się oswoić. Szczególnie, jeśli tak jak ja, trudno adaptujecie się do nowych sytuacji. Jeśli czytaliście ten wpis to na pewno wiecie, że ostatnie kilka miesięcy temu było szalone! Ślub, szybkie pakowanie i wyprowadzka. Niedługo wprowadzimy się do naszego pierwszego domu (!!!), który także jest poza Poznaniem. Wiecie, co to oznacza? Całkowicie pożegnałam się z miastem i życiem w nim. I trochę mi tego brakuje. Teraz każdą wizytę w banku, bibliotece, galerii handlowej czy na poczcie muszę planować z wyprzedzeniem i jest to cholernie wkurzające!

Odwiedzając wszystkie miejsca w mieście, które kiedyś uważałam za “bliskie” i takie bardzo “moje” teraz wydają mi się odległe. Mam poczucie, że nie mogę już z dumą mówić o sobie Poznanianka, bo w zasadzie to już nią nie jestem.I nie sądziłam nawet, że te przywiązanie do miejsca zamieszkania jest tak głęboko we mnie zakorzenione.

Przejeżdżając przez moje stare osiedle z nostalgią myślę o tym, że tutaj było wiele “pierwszych i ostatnich razów”, a także zatartych już zwyczajów.  Wciąż wspominam pola, na których puszczałam swojego psa, a na których powstała obecnie kolejna już galeria w Poznaniu. Widzę przedszkole i szkołę, do których chodziłam, a nawet małe sklepiki ze świeżymi warzywami i owocami. Myślę o tym, że tą trasą chodziłam do przyjaciółki i spotykałyśmy się gdzieś w połowie drogi.

Nie oszukujmy się – to są pierdoły. Jednak te pierdoły determinowały kiedyś moją przeszłość i codzienność, która teraz całkowicie minęła. Gdybym nadal tam mieszkała, to pewnie ciągle chodziłabym do tych samych sklepów i wybierała te same drogi na spacery. Nic by się nie zmieniło, a teraz musiałam zmienić swoje przyzwyczajenia, za którymi trochę tęsknię. Brakuje mi miejsc i moich małych “tradycji”. Jednak życie nigdy nie stoi w miejscu, zmiany są jego nieodłączną częścią a my musimy się do nich przyzwyczaić, szczególnie jeśli sami się na nie decydujemy.

Dodaj komentarz