Sztuka odpuszczania

Zawsze chciałam robić wszystko, być wszędzie i spędzać czas ze wszystkimi. Bardzo długo mi się to udawało, bo nie lubiłam, gdy coś mnie omijało. Trudno mi było pogodzić się z tym, że mogę coś przegapić. Miałam zaplanowanych większość weekendów na każdy miesiąc z dużym wyprzedzeniem, bo tak samo paraliżowała mnie sytuacja, w której miałabym nudzić się w domu. Lubiłam mieć plany, realizować je, organizować spotkania i gdy wszystko było po mojej myśli. Musiało się dziać i to dokładanie tak, jak sobie wymyśliłam. Nie dopuszczałam żadnych odstępstw, zmian czy odwoływania. To po prostu nie miało prawa się dziać.

I pewnie nadal byłabym takim typem, który chce wszystko, z każdym i za wszelką cenę…ale pojawiło się dziecko, które mnie zmieniło. I mam na myślę taką dobrą zmianę, w której przewartościowujesz swoje życie, a na wiele spraw zaczynasz patrzeć z dystansem. I tak też było w moim przypadku. Mi się po prostu… odechciało. Bardzo chciałam zrzucić z siebie presję, którą przecież sama sobie nałożyłam. I to nie dlatego, że nowa rzeczywistość mnie przytłoczyła, ale dlatego, że zrozumiałam, że nie muszę nikomu ani sobie nic udowadniać. Miałam nową rolę do spełnienia i to ona miała być od teraz najważniejsza. Czy czuję, że coś straciłam? Ani trochę! Ja nie zmieniłam swojego życia, ja je przeorganizowałam. W jaki sposób?

Robię to, co naprawdę chcę robić, na co mam ochotę, co sprawia mi przyjemność, a nie to co mi się wydaje, że powinnam. To nie jest tak, że nagle umiem nabrać dystansu i mam wszystko gdzieś , bo wtedy nie byłabym sobą. Nadal nie cierpię, gdy plany mi nie wypalą. Zawsze odpisuję na wiadomości, lubię organizować spotkania ze znajomymi, ale robię to bez dużej “spiny”, jak to było do tej pory. Nie mam już poczucia, że coś mnie ominie, jeśli mnie gdzieś nie będzie. A nawet jeśli, to wiem, że to nie będzie koniec świata. Nie lubię tego, ale jestem w stanie się z tym pogodzić. Nie mam problemu z odmówieniem spotkania ani z rezygnowania z nich. Nie wkurzam się aż tak bardzo, gdy czegoś chcę, a nie mogę tego zrobić. I co najważniejsze – nauczyłam się odpuszczać znajomości, które były w moim życiu, a niewiele do niego wnosiły lub sprawiały, że się stresuję lub złoszczę. Kiedyś byłoby mi żal. Za wszelką cenę próbowałabym rozmawiać, naprawiać i walczyć. Dziś? Dziś nie mam już na to ani ochoty ani czasu. Nauczyłam się cenić sobie sobie swój spokój i komfort psychiczny. I doszłam do prostego wniosku – niektóre znajomości nie są nam dane na zawsze. Są dobre na pewnym etapie naszego życia i potem się kończą. I to jest ok i tak po prostu się dzieje. Możecie trzymać się razem przez pewien czas, a później Wasze drogi się rozchodzą i czasem nie ma w tym niczyjej winy. Długo mi zajęło zrozumienie tego, pogodzenie się z tym i nierozpamiętywanie. Nauczyłam się odpuszczać takie znajomości, bo szkoda życia na myślenie o tym i przejmowanie się przeszłością. Dzięki temu jeszcze bardziej doceniam i jestem wdzięczna nie tylko za ludzi, z którymi przeżyłam wiele lat i są do teraz, ale też nowe relacje.

Macierzyństwo wyleczyło mnie z tego by być zawsze dla wszystkich. Uświadomiłam sobie, że nie będę mogła prowadzić egoistycznego życia, jak do tej pory lub dostosowywać się zawsze do innych. I to było dobre, bo moje życie skupiło się na czymś innym. Druga ciąża z kolei nauczyła mnie tego, że najważniejsza jestem ja, moje dobre samopoczucie i zdrowie dziecka. I tak naprawdę nic więcej się nie liczy. A jeśli ktoś się obrazi, bo odmówię spotkania lub będę chciała dostosować je do swojej aktualnej sytuacji? Trudno…to będzie jego problem, nie mój. Jestem na takim etapie życia, że naprawdę nie muszę i nie chcę nikomu nic udowadniać. Nad wieloma rzeczami powinnam jeszcze popracować, czasem chciałabym być bardziej asertywna i nie przejmować się tak bardzo opinią innych na swój temat, ale już teraz wykonałam kawał dobrej pracy nad sobą.

Dodaj komentarz