Summertime sadness

I znów. Znów nadszedł jeden z najbardziej znienawidzonych przeze mnie okresów w całym roku. Koniec lata.Słoneczne dni powoli zaczynają zmieniać się w ciemne, chłodne wieczory a w powietrzu już wyczuwalny jest  ten powiew jesieni. Za chwilę przestaniesz nosić zwiewne sukienki i przerzucisz się na grube swetry. Zimne piwko i grille z przyjaciółmi zamieniasz na chusteczki do nosa i leki na grypę. Z każdym rokiem odejście lata czuję bardzo namacalnie. Widzę, że kolejny etap się kończy. Z roku na rok jest coraz trudniej. Wiesz czemu? Bo to nie moje urodziny przypominają mi o upływającym czasie. To właśnie żniwa na koniec sierpnia, snopy siana na polu i krótkie dni przyprawiają mnie o nostalgiczny nastrój.

W żadnym okresie w ciągu całego roku nie mam takich przemyśleń jak teraz. Może dlatego, że lato jest moją ulubioną i wyczekiwaną porą roku i nienawidzę gdy się kończy? Może dlatego, że to właśnie w te 2 miesiące w roku czuję, że znów mam 15 lat i mogę wszystko. Może dlatego, że zmieniam miejsce zamieszkania i przenoszę się tam, gdzie jest mi naprawdę dobrze? Nie wiem. Jedno jest pewne – kolejne lato odchodzi a ja znów mam pełną głowę myśli.

14002609_1065177130225696_266943446_o

Cofam się wspomnieniami kilkanaście lat wstecz i przypominam sobie, jakie wtedy wszystko było proste. Nigdy nie czułam się tak szczęśliwa jak w każde lato mojego życia. I wiecie, co jest najgorsze? Nie sądzę, żeby kiedykolwiek znowu tak było. To, co próbuję Wam przez to powiedzieć to to, że boleśnie zdaję sobie sprawę, jak szybko wszystko się kończy i zmienia. A ja nie cierpię poważnych zmian całym sercem. Dzieją się za szybko a ja czasem nie jestem na nie gotowa. Podobnie jest z latem. Wiesz, że kiedyś się skończy, ale gdy to następuje trudno Ci uwierzyć, że to właśnie już.

Chciałam zatrzymać czas tyle razy w życiu, że nie potrafię tego zliczyć. Łapałam się na tym, że patrzyłam na twarze znajomych podczas wspólnego grilla lub ściskałam mojego Astora czy czytałam książkę na rozgrzanym leżaku i życzyłam sobie, żeby to trwało i trwało…

Każdy wie, że najlepsze momenty w życiu są krótkie i nieplanowane. Ja dopiero uczę się doceniać chwile, ale jestem na etapie nieumiejętnego raczkowania. Jestem z grupy tych osób, które zamiast w pełni oddawać się teraźniejszości wolą zamartwiać się tym, co będzie jutro. Zamiast cieszyć się piątkiem myślą o tym, że za 2 dni znów poniedziałek. Zamiast cieszyć się pięknym słonecznym wrześniem odliczają czas do kolejnego lata. Cała ja.

Może gdybym zmieniła swój sposób myślenia byłoby łatwiej.

Wielu ludzi potrafi pogodzić się z tym, że życie tak szybko ucieka a naturalne zmiany są coraz częstsze. Zazdroszczę im, bo oni nie zwracają uwagi na to, że kolejne lato się skończyło – przyjdzie następne, że nie jest już tak jak kiedyś – takie jest przecież życie. No właśnie. A ze mną jest tak – ja to wszystko wiem, ale i tak ciągle się zamartwiam. Wyszukuję sobie powody do niezadowolenia i ciągle próbuję wmówić sobie, że za rok o tej porze to już na pewno będzie lepiej. A lepiej nie jest. No bo jak ma być skoro mój schemat myślenia jest ciągle taki sam?

Powinnam już nauczyć się, że lato kiedyś się kończy, ludzie pojawiają się i znikają a wielkie rzeczy z reguły mają małe początki ( to od lat niezmiennie moja tapeta na telefonie!). Jeszcze się nie nauczyłam. Dam znać!

 

 

Dodaj komentarz