Przepis na fajny związek

Nigdy nie miałam złamanego serca. Nigdy nie przeżyłam zawodu miłosnego. Może dlatego, że jestem w związku, który trwa już prawie 10 lat. Jeszcze do niedawna wiele osób pytało nas – jak to jest możliwe? Jak w tak młodym wieku wytrzymać ze sobą tak długo? Jak znaleźć tę osobę? Na usta ciśnie się banalna odpowiedź – miłość. Jednak to kłamstwo, bo wierzcie mi, że miłość nie wystarczy. W ciągu codziennych dni jest tyle innych aspektów, które składają się na naprawdę udany związek. Nie, nie jestem ekspertką, ale ze swojego doświadczenia i obserwacji moich znajomych mogę Wam powiedzieć, co oprócz miłości przyda się w tworzeniu naprawdę fajnego, trwałego związku.

Brak ograniczeń. Dla mnie to najważniejszy punkt. Potrzebuję bardzo dużo swojej przestrzeni i na pewno podobnie ma wiele osób. Nie wytrzymałabym ciągłych telefonów, marudzenia, rozliczania z każdej minuty. Oszalałabym, gdybym nie mogła wyjść sama z koleżankami na piwo lub ruszyć się na krok bez swojej drugiej połówki. Słyszałam o “zasadach” osób, będących w związkach, według których nie mogą oni wychodzić nigdzie bez siebie nawzajem. Uwierzycie? Ja nie. Są dziewczyny, które ciągną facetów na zakupy, pomimo że  Ci tego nienawidzą. Te same dziewczyny rezygnują ze spotkań z koleżankami, babskich wieczorów, tylko po to, żeby ich facet nie mógł wychodzić ze swoimi kumplami. Naprawdę to my – dziewczyny często pieprzymy nasze związki. Robienie z facetów swoich osobistych zwierzątek, które chce się trzymać na smyczy musi skończyć się źle. Jeśli chcesz kogoś tresować, to kup sobie psa. Nie swojego faceta. Uogólniam, bo naprawdę to kobiety częściej zachowują się w ten sposób. A to do niczego nie prowadzi. Każdy potrzebuje swojej przestrzeni w związku. Czasu dla siebie, przyjaciółek, kumpli, swoich pasji. To nic złego, że tego chcecie. Związek nie polega na byciu ze sobą 24 godziny na dobę. Związek polega czasem na byciu osobno, wracaniu do siebie po ciężkim dniu, a czasem nawet na braku ochotę na rozmowę. To jest w porządku.

Zaufanie. Jeśli nie ufasz swojej drugiej połowie, to jaki to wszystko ma sens? Na zaufanie jednak trzeba sobie zasłużyć i zapracować. Ufam mojemu przyszłemu mężowi. I kiedy wychodzi z kumplami na piwo czy miasto, wierzę mu w ciemno we wszystko. Lubię wiedzieć, co robi, kiedy i z kim, ale wynika to z mojej wewnętrznej paniki , która podsuwa  mi tylko czarne scenariusze, stąd moje częste telefony. Nie robię żadnych dziwnych akcji, nie sprawdzam telefonu, nie czytam jego prywatnych wiadomości i nie muszę znać jego hasła na pocztę czy Facebooka.

Bądźcie normalni. Nienawidzę, nie akceptuję i źle czuję się w towarzystwie par, które zachowują się jak napaleni nastolatkowie. Sama tez nie zachowują się w taki sposób, bo wiem, że to jest w złym guście. Mam 25 lat, nie 15 i naprawdę przebywając z facetem w gronie innych ludzi nie muszę go obmacywać, trzymać za rączkę czy ślinić się. Na to się źle patrzy, wierzcie mi. Bądźcie dla siebie mili, okazujcie sobie czułość, ale z wyczuciem. Normalne, fajne i przyjazne pary sprawiają, że chce się z nimi spędzać czas.

Dajcie coś od siebie. Jeśli Marcin kupi mi sukienkę, ja zrobię dla niego jego ulubione danie. Jeśli umyje moje auto, weźmie je do mechanika, kupię mu jego ulubione czekoladki. I nie chodzi o to, żeby być interesownym. Tylko, żeby czasem dać coś od siebie, niż tylko brać. Lubię, gdy zrobię coś dla Niego i jemu jest miło. Tak po prostu.

Spotykajcie się z innymi. To jeden z najważniejszych punktów. Naprawdę. Wielu moich znajomych, którzy zaczęli być w związkach całkowicie zapominali o swoich przyjaciołach. Przestali odpowiadać na telefony, przyjeżdżać na spotkania i odcięli się. To jest najgorsze, co można zrobić w związku. Pozbawić się kontaktu z innymi. Jeśli jesteś takim typem jak ja, w końcu poczułbyś, że za chwilę się udusisz . Każdy potrzebuje czasu dla siebie. Ale potrzebujecie też czasu spędzanego wspólnie z przyjaciółmi. Potrzebujecie, żeby  pobyć z innymi ludźmi, zabawić się z nimi i pośmiać. Jeśli zamkniecie się w swojej mydlanej bańce miłości, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że gdy ona pęknie nie będziecie mieli nic.

Chodźcie na randki. Po prawie 10 latach w związku wciąż z Marcinem wychodzimy tylko we dwójkę. Odkąd zamieszkaliśmy razem też tego nie zaniedbujemy. W ciągu tygodnia jesteśmy zawaleni pracą i innymi obowiązkami, jednak staramy się wyskoczyć gdzieś na dobrą kolację,  czy rzadziej do kina. Piątki to zazwyczaj nasz dzień, w którym jemy coś pysznego i oglądamy filmy. Lubimy spędzać czas tylko we dwójkę i myślę, że rozsądnie dzielimy go pomiędzy spotkaniami ze znajomymi.

Doceniajcie siebie. Nigdy w życiu nie usłyszałam tyle pochwał od swojego Marcina, co w ostatnim czasie. Nic nie motywuje mnie tak bardzo jak całus w czoło i słowa ” jestem z Ciebie dumny”, “rozwijaj się, rób karierę”. Tylko on widzi, ile codziennie energii wkładam w swoją pracę i potrafi zrozumieć, że czasem nie ma wyprasowanej koszuli, popranych skarpetek czy obiadu.

Nie rezygnujcie z siebie. Gdyby Marcin “zabronił” (jak w ogóle można w związkach zabraniać czegokolwiek drugiej osobie?) mi robienia tego, co lubię, co sprawia mi przyjemność i na co mam aktualnie ochotę, chyba bym oszalała.  Chcę być w związku, a nadal czuć się wolnym człowiekiem. Może to Was dziwi, ale znam pary, w których dziewczyny nie mają czasu na swoje przyjemności, a faceci na swoje. To jest… przykre.

 

Staram się stosować te wszystkie punkty w moim związku. I chyba się sprawdza. Chociaż każdy ma swoją receptę na udany związek. Patrzę po innych moich znajomych i u nich niektóre aspekty i sprawy wyglądają zupełnie inaczej. Nie wtrącam się, każdy żyje po swojemu. Ja natomiast cieszę się, że znalazłam kogoś, dla kogo te wszystkie rzeczy są tak samo ważne.

Dodaj komentarz