O starych znajomościach i paleniu mostów

Miałam kiedyś koleżankę. Nazwijmy ją Basia. Spędzałam z Basią bardzo wiele czasu, rozmawiałyśmy godzinami, rozumiałyśmy się doskonale i byłyśmy do siebie bardzo podobne. Myślałyśmy podobnie i lubiłyśmy te same rzeczy. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu była naprawdę bliską mi osobą. Znałyśmy się bardzo długo i nic nie zapowiadało, że nasza znajomość zakończy się. Właściwie chyba nigdy się tego nie spodziewasz. Nie kumplujesz się z kimś i nie myślisz, że kiedyś nie będziecie sobie mówić nawet cześć. A tak się dzieje. Dzieje się i to czasem bez żadnej przyczyny. Czas leci, zajmujecie się swoimi sprawami, przestajecie się spotykać ze sobą, rozmawiać, poznajecie nowych ludzi lub więcej czasu poświęcacie innymi przyjaciołom. I nagle uświadamiasz sobie, że już nie macie o czym gadać, niewiele Was łączy, że gdzieś zgubiliście dbanie o tę znajomość. Bez żadnego powodu, bez kłótni gdzieś się rozeszły Wasze drogi. Przez chwilę jest Ci pewnie żal, ale potem zdajesz sobie sprawę, że życie płynie dalej. Zamykasz ten rozdział i aktualnie mówisz o tej osobie “stara znajomość”.

Miałam kiedyś przyjaciela, powiedzmy Adama. Nadal trudno mi uwierzyć w to, że go wspominam z takim rozrzewnieniem, bo jestem przekonana, że on nie pomyślał o mnie ani razu, odkąd ostatni raz ze sobą rozmawialiśmy. Byliśmy ze sobą naprawdę blisko. Tak blisko jak może być facet z kobietą, którzy tylko się przyjaźnią i gdzie nie ma nawet mowy o czymś więcej. Nie mogliśmy przestać ze sobą gadać, żartowaliśmy i dobrze bawiliśmy się w swoim towarzystwie. Był dla mnie jak  brat – złośliwy, ale przy tym najlepszy kumpel. Naprawdę dobrze było mieć taką osobę w swoim życiu. Potem pojawiła się dziewczyna. Resztę sami sobie dopowiedzcie.

Z najświeższą, kończącą się znajomością najtrudniej jest mi się pogodzić. Znamy się całe życie. Była to kiedyś jedna z najbliższych mi osób, która po prostu oznajmiła mi, że w zasadzie nigdy się nie przyjaźniliśmy. To właśnie ta kończąca się relacja uświadomiła mi, że trzeba być bardzo ostrożnym w ufaniu ludziom. Kiedyś dałabym sobie za tę osobę rękę uciąć i co? I dzisiaj byłabym bez ręki. Jeszcze nie pogodziłam się z tym, że po kilkunastu latach ktoś potrafi się bez słowa od Ciebie odwrócić i olać Waszą relację. Jednak to najlepszy dowód na to, że czasem trzeba odpuścić. Właśnie w tej sytuacji po raz pierwszy w życiu uświadomiłam sobie też, że są czasem takie sytuacje, w których nie warto się starać, bo dostaniesz po dupie. To jedna z nich.

Te 3 historie mają coś wspólnego – z żadną z tych osób nie mam już kontaktu. Od kilku lat, z niektórymi od miesięcy. Nie pamiętam naszych ostatnich rozmów. Swoją drogą to zaskakujące, prawda? Nigdy nie wiesz, że robisz coś po raz ostatni. Nie zaplanujesz ostatniej rozmowy ani spotkania z bliską Ci osobą. Nie zdajesz sobie sprawy, że to była Wasza ostatnia wspólna impreza, ostatnie razem wypite piwo. I tak jest ze wszystkim. Nie zastanawiasz się przecież nad tym, czy i kiedy Wasze drogi się rozejdą. W myślach przecież planujesz kolejne spotkanie. I nie możesz wiedzieć, że następnego już nie będzie. Zakładasz, że wszystko będzie w porządku. I dopiero po jakimś czasie uświadamiasz sobie, że to był ostatni raz. Zdajesz sobie sprawę, że pewnie już nigdy się nie zobaczycie i nie porozmawiacie. Pewnie będzie Ci przykro. Potem uświadomisz sobie, że szkoda czasu na przeszłość. Że dużo lepiej jest skupić się na teraźniejszości i tych najbardziej wartościowych relacjach.

Chyba, że jesteś zupełnie innym typem osoby, niż ja. Bo wiecie, ja palę za sobą mosty.

Mam w sobie coś takiego, że potrafię bardzo intensywnie starać się, jeśli na kimś mi zależy. Czasem nawet za bardzo. Czasem starania są długie, czasem krótkie. W przypadku ostatniej znajomości trwały już zbyt długo, były niezdrowe i wręcz upierdliwe. Jednak chyba nigdy w życiu nie starałam się uratować w ten sposób żadnej znajomości. Nie udało się. I tak jak na początku wkładam wszystkie swoje siły w staranie , żeby wszystko się ułożyło, tak po dłuższym czasie wkurzam się, że nie przynosi to żadnych efektów. I wiecie, co robię? Wycofuję się i rezygnuję, bo dłużej mi się nie chce, a mój żal po zerwanej znajomości zmienia się w złość. Jestem wściekła na drugą stronę, że odpuściła, zrezygnowała i miała wszystko w dupie. Bo dla mnie coś jest białe albo czarne, tak lub nie, więc albo angażujesz się na 100% i też dajesz coś od siebie, albo to koniec. W ten sposób straciłam kontakt z wieloma osobami, z którymi kiedyś kumplowałam się. Nie rozmawiam z koleżankami ze studiów (no może oprócz 2) i młodzieńczych lat, z dawnymi przyjaciółmi, bo po prostu nie czuję  takiej potrzeby. Nie wiem nawet, czy teraz powiedzielibyśmy sobie “cześć” na ulicy. Wiecie, koniec znajomości jest dwustronny.

Palę za sobą mosty.

Niektórzy mówią, że to złe, że po co, że nie powinno się tego robić i zawsze warto zostawić sobie otwartą furtkę. Ja nie tylko zamykam tę furtkę, ale wyrzucam od niej klucz. Nie potrafię inaczej. I wynika to po pierwsze z tego, że nie chcę mieć takich osób już w swoim życiu, a po drugie z mojej dumy.

Koleżanka Basia z historii 1 niczym mnie nie uraziła. Po prostu nasze drogi się rozeszły. Czasem zastanawiam się, co u niej słychać, jednak nigdy na tyle, żeby odezwać się i zapytać. To nie w moim stylu, bo dla mnie tamten etap jest zamknięty i niestety Basia nie jest już ważna w moim życiu.

O Adamie zdarza mi się też pomyśleć. Krótko, z większym sentymentem niż o Basi. Przykre, że nasze drogi musiały się rozejść, ale takie jest życie.

Trzecia historia wciąż jest bardzo świeża, ale jestem w niej na etapie ” mam to gdzieś”. Minął mi żal, złość i pojawiło się zobojętnienie. Tej relacji jest mi najbardziej szkoda i prawdopodobnie już zawsze będzie dla mnie nauczką i przestrogą. Nie angażuj się, naucz się szybciej odpuszczać i rozpoznaj, kiedy osoba, którą masz za jedną z najbliższych okazuje się kimś zupełnie innym. To jedyna osoba z tych 3, która mnie skrzywdziła i, której chciałam obecności w moim życiu. Teraz z czystym sumieniem mówię, że już jej nie potrzebuję.

Nie mam starych znajomych, koleżanek z dawnych lat. Wszystkich, którzy kiedyś byli mi w jakiś sposób bliscy, a potem olali naszą znajomość lub nasze drogi rozeszły się bez powrotu, ale w przyjaznej atmosferze, wykreśliłam ze swojego życia. Definitywnie zamknęłam te rozdziały. Spaliłam te mosty.

Wierzę, że życie jest za krótkie na błahe, płytkie i nic nie znaczące relacje.

 

 

Dodaj komentarz