O samotności

Kiedy ktoś zapyta mnie czego najbardziej się boję, jedną z rzeczy, którą wskażę na początku będzie samotność. Nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłabym zostać sama. I chociaż samotność jest dla każdego czymś innym, dla mnie oznacza, że nie mam w pobliżu żadnej bliskiej osoby, że nikomu na mnie nie zależy. Jest to dla mnie na tyle przerażająca wizja, że nieustannie zastanawiam się, co byłoby gdybym została całkowicie sama i za wszelką cenę staram się do tego nie dopuścić.

Nie potrafię wyobrazić, że nie mam kumpelki, do której mogłabym się odezwać z babskimi sprawami. Nie mam ekipy znajomych, z którymi mogłabym spędzać czas. Nie mam do kogo napisać. Nie mam komu truć dupy. Nie mam nikogo, kto będzie przeżywał mój ślub tak samo, jak ja. Nie mam pozytywnych i prawdziwych osób w moim życiu. Że telefon cały dzień milczy i, że na fejsie nikt nie napisze. Nie potrafię znieść myśli, że musiałabym robić zakupy sama i decydować o tym, co zrobić obiad. Że nie miałabym dla kogo robić tego cholernego obiadu i, że nie byłoby nikogo, kto wyszedłby ze mną do kina. Że nie byłoby absolutnie nikogo z kim mogłabym tworzyć wspomnienia. I nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, w której odczuwam nieodparte pragnienie zrobienia czegoś fascynującego lub zwyczajnego, a nie mam z kim. Nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji, w której życie i młodość uciekałoby mi przez palce, bo byłabym zbyt samotna, żeby z kimkolwiek je przeżywać. Byłaby tylko ta przejmująca cisza i dołująca samotność.

sa

Kiedy pierwszy raz poczułam się samotna?

Próbowałam sobie przypomnieć, czy w ogóle była taka sytuacja w moim życiu i doszłam do wniosku, że tak. Jeden jedyny raz. Kiedy moi rodzice się wyprowadzili z mieszkania, a Marcin jeszcze nie zdążył się wprowadzić. To było krótko po świętach Wielkanocnych. 2 noce musiałam spędzić sama i było okropnie. Po pierwsze – mieszkanie było zadziwiające ciche, bez życia.  Moja rodzina jest pełna życia, bardzo głośna a dodatkowo zawsze towarzyszył nam pies. I nagle nie było mamy w kuchni, brata w pokoju obok, taty oglądającego mecz i mojego Astosia, który przybiegał na każde wołanie. Zostałam sama w pustym mieszkaniu, w którym dorastałam. Dotarło do mnie, że już nigdy nie będę mogła krzyczeć do swojej rodziny, która była w pokoju obok. Już nie będę miała brata, w którego mogłam się zaczepiać i taty, który na każde skinienie robił dla mnie wszystko. Pomimo, że ich wyprowadzka odbywała się stopniowo to właśnie w tamtej chwili dotarło do mnie, że oni już tu nie wrócą. A ja byłam sama. Bez psa, bez Marcina. To było ciężkie. Pomimo, że wielokrotnie dzwoniła do mnie przyjaciółka, nie potrafiłam odebrać telefonu i powiedzieć jej, że płaczę, bo jest mi przykro, bo czuję się samotna. To było strasznie głupie, ale tamtego wieczoru wiedziałam, że już nigdy więcej nie chcę takiego czegoś takiego czuć. Pomimo, że do tamtej pory bardzo lubiłam bywać sama, to wtedy absolutnie nie umiałam się z tego cieszyć.

Rodzaje samotności

Dla każdego samotność oznacza coś innego. Dla jednych to brak najbliższej rodziny. Dla innych brak ukochanej osoby obok, a jeszcze inni najbardziej będą odczuwać brak przyjaciół. Dla mnie to mieszanka tego wszystkiego. Nie potrafię wyobrazić sobie swojego życia bez żadnej z tych składowych. Bez rodziny, narzeczonego i przyjaciół byłabym samotna, to oczywiste. Jednak tak samo źle bym się czuła, gdyby nagle zabrakło jednego, któregokolwiek z nich. Każda z tych grup ma inne cele w moim życiu, jednak każda jest niesamowicie ważna.

Pisałam już o tym, że najprawdopodobniej mam za krótką pępowinę, bo moja więź, łącząca mnie z rodziną jest bardzo mocna. Kiedy słucham od znajomych, że potrafią nie widywać swoich rodziców bądź rodzeństwa przez kilka tygodni nie mogę tego pojąć. Dla mnie ich obecność i aktywne uczestnictwo w moim życiu jest czymś normalnym. Nie zamierzam ich odcinać, bo nie mieszkamy już razem.

Ja i Marcin to długa historia. Nasz związek to prawie 10 wspólnych lat. Kawał czasu. To prawie 1/3 całego mojego życia! Nie potrafię i nie chcę sobie nawet wyobrażać, co by było gdyby Jego zabrakło. W obecnej chwili jest moim dopełnieniem. Osobą, bez której wiele rzeczy nie miałoby sensu.

I wreszcie moi najbliżsi przyjaciele. Wielokrotnie podkreślałam, jak ważni są dla mnie i wielokrotnie mówiłam o tym, że o przyjaźnie takie jak te warto i trzeba dbać. Gdybym nie miała wokół siebie tych ludzi byłabym bardzo nieszczęśliwa. Prawdopodobnie zabrakłoby w moim życia tego czynnika, który w głównej mierze powoduje u mnie szczęście. Bo wiecie. Rodzina i narzeczony to stałe punkty w moim życiu. Są ze mną w każdej sytuacji i jestem im za to wdzięczna. Jednak trzeba mieć obok jeszcze inne osoby, z którymi napijesz się wódki i będziesz robiła głupie rzeczy. Trzeba mieć obok siebie osoby, z którymi pogadasz o wszystkim. Musisz mieć bliską przyjaciółkę, której wyżalisz się na każdy temat i, która Cię zrozumie. Musisz mieć przyjaciół, bo bez tego zwariujesz.

Mając ich w swoim życiu wiem, że nigdy nie będę się nudzić. Mam pewność, że nie będę spędzać weekendów przed telewizorem, wpieprzając chipsy. Oprócz tego wiem, że nigdy, absolutnie nigdy nie poczuję się sama.

Samotność w związku

Jestem zwolenniczką pewnej teorii. Nieważne jak bardzo jesteś szczęśliwy w związku musisz mieć swoją przestrzeń i musicie spędzać czas z innymi ludźmi. Nie wymądrzałabym się, ale wiem co mówię. Twierdzę, że receptą na mój związek było właśnie to, że nigdy nie zamykaliśmy się przed innymi ludźmi, nie stroniliśmy od nich, chcąc spędzać czas we własnym towarzystwie. To nigdy nie prowadzi do niczego dobrego.

Jestem też zwolenniczką innej teorii- najszczęśliwsze związki, w których ludzie spędzają czas jedynie w swoim towarzystwie stają się toksyczne i niezdrowe. Wiecie dlaczego? Bo gdy odrzucicie innych ludzi a minie Wam ten słodko-pierdzący etap trzymania się  za rączki, to właśnie wtedy zorientujecie się, że nie macie wokół siebie nikogo innego. Nie ma związków idealnych. Ludzie się kłócą, krzyczą i mają siebie dosyć. Czasem nie możesz już patrzeć na tę drugą osobę, ale nagle okazuje się, że oprócz niej nie masz nikogo. Dlaczego? Bo olałeś wszystkich na etapie zakochania. Bo byłeś zbyt zaślepiony, żeby logicznie myśleć. To oczywiste – w czasie zakochiwania się liczy się tylko ta jedna jedyna osoba. Nikt nie myśli wtedy, że pomimo tego należy ciągle dbać i pielęgnować przyjaźń. Potem jest już za późno. Widziałam takie rzeczy na własne oczy i bardzo współczuję tym osobom. Jednak to Ty jesteś odpowiedzialny za swoje życie i musisz ponosić wszelkie konsekwencje swoich wyborów. Jeśli chcesz żyć jedynie ze swoją drugą połówką, odcięty od przyjaciół to nie zdziw się, że pewnego dnia też poczujesz się samotny i gdy będzie źle nie będziesz miał do kogo się odezwać. Sam sobie układasz życie.

Właśnie dlatego nigdy nie chcę, żeby mnie to spotkało.

Z Marcinem jesteśmy zgodni, że nie chcemy obudzić się za kilkanaście lat i zorientować się, że oprócz siebie i rodziny nie mamy nikogo innego. Nie chcemy dopuścić do sytuacji, w której nie będzie nikogo kto mógłby wpaść w weekend na wino lub pograć w gry planszowe. Nie potrafię wyobrazić sobie, że jedynymi wychodzącymi połączeniami z mojego telefonu będę te do mojej mamy i po pizzę na wynos. I ciężko byłoby mi pogodzić się z tym, że sprawiłam, że ludzie o mnie zapomnieli i telefon milczy, bo nikt nie będzie chciał mnie odwiedzić. Bardzo często za swoją samotność odpowiedzialni jesteśmy my sami – olewając innych, nie dbając o relacje.

Nigdy w życiu nie chcę być samotna i robię wszystko, żeby mieć wokół siebie grono bliskich mi osób. Ostatnio ktoś powiedział mi – nie stawiaj na ilość, ale na jakość. Rozumiem, co miał na myśli. Jednak jestem złakniona obecności innych ludzi i czasem chcę, żeby większość z nich została w moim życiu na stałe.

 

Dodaj komentarz