o przyjaźni

Prawdopodobnie ten wpis nigdy by nie powstał, gdyby ktoś bliski nie powiedział ostatnio do mnie – nie jesteście moimi znajomymi, nie jesteście nawet moimi  przyjaciółmi, jesteście dla mnie jak rodzina.

I właśnie od tamtego czasu zaczęłam się zastanawiać, że rzeczywiście jest ziarno prawdy w stwierdzeniu, że nasi najlepsi przyjaciele to rodzina, którą sami sobie wybraliśmy. Ja swoją dobieram bardzo ostrożnie i bardzo selektywnie. I dzięki temu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że od  kilkunastu lat otaczają mnie ludzie wyjątkowi.

 

photo-1455215540020-876b3233799f

Moje nawiązywanie głębokich więzi i przyjaźni rozpoczęło się około 15 lat temu i zakończyło w liceum. W dzieciństwie poznałam najwspanialszych ludzi na świecie, którzy do teraz są moją ekipą na dobre i złe. W szkole średniej poznałam swoje najlepsze przyjaciółki i od tamtych lat nie nawiązałam żadnych głębszych znajomości. Często jest tak, że zamykanie  jednego etapu w życiu wiąże się z wieloma pożegnaniami. U mnie też tak było. Były znajomości, które były  płytkie i rozpadły się. Dziś nie mam żadnego kontaktu z niektórymi ludźmi, z którymi kiedyś spędzałam swój czas. I nie żałuję tego. Wręcz przeciwnie – cieszę się, że nie ma ich w moim życiu. Zawsze powtarzałam, że nie potrzebuję przyjaźni na chwile i szkoda mi na nie swojej energii. Właśnie dlatego od zawsze wybieram ludzi, którzy są dla mnie najważniejsi. Nie chodzi o to, że nie lubię ludzi. Jest wręcz odwrotnie – ludzie mnie ciekawią. Jednak już od bardzo dawna nie angażuje się w żadne relacje, bo nie czuję takiej potrzeby.

Z natury jestem nieufna i skryta. Nie mówię za dużo o sobie a swoimi sprawami dzielę się zaledwie z garstką ludzi. Mimo, że wiele jest osób wokół mnie, których od kilkunastu lat nazywam swoimi przyjaciółmi, swoją drugą rodziną to jednak nawet wśród nich rozróżniam poszczególne osoby. Wiem, kto jest najlepszym kumplem i kompanem do wspólnej wódki i imprez. Wśród wszystkich moich najbliższych przyjaciół są też osoby, z którymi można się po prostu pośmiać , spotkać się, pograć w planszówki i nie myśleć o niczym. Moje najlepsze przyjaciółki z liceum to dziewczyny, z którymi mogę robić wszystko. Imprezować, płakać znad butelki wina i rozmawiać do nocy o facetach. Moja przyjaciółka z podstawówki jest wyjątkowa i wiem, że w każdej chwili i w każdej sytuacji mogę na niej polegać.

To, co jest jednak najważniejsze to to, że z biegiem lat uświadamiam sobie, że prawdziwe przyjaźnie są bezcenne. Nie ma przyjaźni idealnych, bo nie ma ludzi idealnych. Czasem mam dość wszystkich z mojej ekipy, nawet moich dziewczyn. Zdarza mi się powiedzieć za dużo i żałować. Zdarza mi się być złośliwą i chamską do granic możliwości. Pomimo tego Ci sami ludzie są ze mną tyle czasu, że nie wiem, jak dziś wyglądałoby moje życie bez nich. Byłoby totalnie puste i wypełnione znajomymi na chwilę.

Wiecie, co odpowiedziałam osobie z początku wpisu? “Wiesz, że wielu ludzi nie rozumie więzi, które nas łączą?”. Ja też nie potrafię logicznie wytłumaczyć siły, która pcha mnie w kierunku jednych przyjaciół i sprawia, że mam w dupie kolejną olaną imprezą z nowo poznanymi ludźmi. Nie chcę myśleć, ile świetnych okazji zdarzyło mi się przez to ominąć.

Ktoś kiedyś powiedział, że prawdziwe przyjaźnie nawiązuje się na studiach. Powiedzieć Wam szczerze? Gówno prawda, ściemniał. Najlepsze przyjaźnie to te budowane latami. Wspólne dojrzewanie, wspólne przeżywanie wszystkiego pierwszy raz, wspólne trudne chwile i wspólne… wszystko. To są fundamenty prawdziwej przyjaźni. Dzisiaj to wiem, gdy moje relacje są już dojrzałe.

Jestem zaborcza w przyjaźni. Strasznie. Nawet w miłości nie jestem tak zasadnicza, częściej odpuszczam. Jeśli daję komuś 100% siebie, oczekuję tyle samo w zamian. Jeśli ja się staram, liczę że ktoś zrobi to samo. Najważniejsza jest dla mnie lojalność. Patetyczne, ale prawdziwe. Nie jestem przyjaciółką na chwilę i nie potrzebuję takich znajomości. Dla mnie liczą się tylko te przyjaźnie, w których działa zasada obustronności. Ja jestem dla Ciebie, Ty nie olejesz mnie przy pierwszej lepszej okazji.

Oczywiście po drodze zdarzały się rysy na “idealnych” przyjaźniach. Wielu ludzi odeszło, wielu się wycofało i to Ci, z którymi byłam najbliżej. Inni odchodzili i wracali. Czasem brakuje czasu w natłoku codziennych spraw, żeby pielęgnować to, co ważne. Czasem się zapomina. Czasem dokonuje się złych wyborów. Czasem wybiera się  innych od starych przyjaciół.Czasem się krzyczy i kłóci, i mówi przykre słowa. Czasem się olewa i czasem się nie chce.

Jeśli to wszystko się przetrwa, będziecie mieć przyjaźń idealną.

jestem szczęściarą.

 

One comment

Dodaj komentarz