o rutynie

Odkąd pamiętam zawsze chciałam więcej. Chciałam próbować nowych rzeczy, odkrywać i mieć to, czego jeszcze nie mam. Nie wystarczała mi codzienność. I nie wystarcza mi do teraz. Boję się rutyny i za wszelką cenę staram się tak organizować sobie życie, żeby nie kręciło się w spirali praca – dom. Nie satysfakcjonuje mnie jedynie gotowanie narzeczonemu obiadu, pranie skarpetek i sprzątanie. Chcę doświadczać czegoś więcej i wiecie co? Wierzę, że się da.

download

Czasem jednak, gdy słucham innych nachodzi mnie pytanie – czy to jest normalne? Dlaczego po prostu nie mogę pogodzić się z tym, że codzienne życie większości ludzi to powtarzanie w kółko tych samych czynności,  że życie nie składa się z samych ekscytujących momentów. Wstać z łóżka. Pójść do pracy. Ugotować obiad. Obejrzeć ulubiony serial. Spać. I tak w kółko. 5 dni w tygodniu, bo w weekend czasem jest inaczej. Dlaczego tego nie akceptuję? Bo bym zwariowała. Gdybym głęboko nie wierzyła w to, że moje życie nie musi tak wyglądać, to prawdopodobnie już dawno pogrążyłabym się w depresji, bo moja natura nie zniosłaby perspektywy takiego życia przez następnych 50 lat.

A ja sama sobie tworzę te małe chwile, momenty ekscytacji, na które warto czekać w ciągu tygodnia. Wyjście z grupą przyjaciół na wspólną kolację w poniedziałek. Spontaniczna randka z narzeczonym. Szybki spacer na wsi. Wyskoczenie na piwo do przyjaciółki obok. Te małe rzeczy cieszą. Sprawiają, że nie wpadam w pułapkę dziwnych nakazów lub zakazów “że czegoś nie wypada”, że powinnam być dorosła.

Być może jestem nonszalancka, być może zbyt beztroska i być może częściej powinnam posprzątać ten pieprzony bałagan w moim pokoju, ale czasem czuję, że muszę odpuścić. Wciąż jestem na tym etapie mojego życia, że weekendy wolę spędzać z przyjaciółmi niż zajmować się domem. Wciąż wolę pojechać na obiadek do mamy niż samodzielnie gotować 3 daniowy obiad. Nie dlatego, że jestem leniwa ( chociaż bywam), ale dlatego, że czuję, że to jeszcze nie ten czas. Na wszystko kiedyś przyjdzie pora, ale teraz jest mi dobrze, jestem szczęśliwa.

Tworzę sobie mały scenariusz życia, który pozwala mi nie zatracić się w codziennej rutynie. Perspektywa nudy w  życiu paraliżuje mnie strachem. Tak bardzo boję się, żeby moje życie nie było nudne, przewidywalne i zwyczajne, wypełnione jedynie brudnymi skarpetami i mopem, że jest mi żal ludzi, którzy mnie nie rozumieją lub, co gorsza krytykują.

Jestem tolerancyjna do granic możliwości, ale nie rozumiem jednego – ludzi, którzy nie chcą wycisnąć z każdego dnia, ile tylko się da.

One comment

  1. Kerstin says:

    Hej widzę ze chyba nie zarabiasz na swojej stronie. Mozesz połączyć swoją pasję
    z zarobkiem. Szkoda marnowac ruchu na stronce.
    Jest sposob żeby wyciagnać dodatkowo ladną sumkę, wpisz sobie w
    google: jak zarobić na blogu drugą wypłatę

Dodaj komentarz