Moje najgłupsze ślubne rozterki

Do tej pory w ogóle nie stresowałam się ślubem. Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, a co najważniejsze, wiedziałam, że cokolwiek się wydarzy to będzie cudowny dzień. Tak po prostu, bo będziemy otoczeni naszymi najbliższymi, więc co mogłoby pójść nie tak? Iiii…tutaj pole do popisu ma moja panika i wyobraźnia. Zaczęło się. Stałam się rozhisteryzowana i zachowuję się jak walnięta przyszła panna młoda. Potwierdzą to moje przyjaciółki. Pozwólcie, że i z Wami podzielę się moimi dotychczasowymi ślubnymi rozterkami.

 

 

  1. ŚLUBU NIE BĘDZIE – zadzwoniłam niedawno powiedzieć mojej mamie. Usłyszałam “co, jak to? co się stało”. A ja na to – nic się nie stało. Po prostu nie mam potwierdzenia z kościoła, że wpisali nas do “ślubnego kalendarza”. Spać nie mogłam, bo wkręciłam sobie, że ślubu nie będzie, bo ktoś zajął nam nasz termin. Przysięgam Wam. Następnego dnia od rana dzwoniłam do kościoła i prosiłam, żeby potwierdzili mi na 100%, że tak 19 maja będzie ślub. No i będzie.
  2. Marcin będzie ŁYSY. To mój najnowszy hit, który prześladuje mnie od wczoraj. Wiecie dlaczego? Śniło mi się, że chłopaki ścięli go na łyso w trakcie wieczoru kawalerskiego i musiał przyjść tak na ślub. Ta wizja nie dawała mi spokoju przez cały ranek w pracy, więc poprosiłam Marcina, żeby obiecał mi, że nie pozwoli nic zrobić sobie ze swoimi włosami i zarostem. Mam nadzieję, że nie podsuwam teraz chłopakom głupiego pomysłu!
  3. Jaki kolor będą miały kwiaty? Tutaj pokłony w stronę mojej przyjaciółki, z którą ciągle wałkujemy temat kwiatów. Ta dziewczyna jest złotem! Wysłuchuje moich rozkmin na temat tego, czy dzień przed ślubem będzie dostawa kwiatów, czy też nie.  A jeśli tak to skąd wiemy, czy będą w odpowiednim kolorze. Co jeśli nie będzie? I tak do znudzenia…
  4. ZAMÓWMY TEN TORT – Cukiernia. W kolejce przed nami stoi facet i mówi, że ślub ma za 2 tygodnie i chce tort. I mówi to spokojnie, bardzo spokojnie. A sprzedawczyni jeszcze spokojniej odpowiada mu, że ze spokojem, że to dużo czasu przecież. W tym momencie Marcin patrzy na mnie wymownie, uśmiecha się. To samo próbował mi powiedzieć, gdy ciągnęłam go 5 miesięcy przed ślubem do cukierni, żeby zamówić tort. Odpuścił, bo wie, że mój wewnętrzny spokój oznacza spokój dla Niego. Urocza Pani sprzedawczyni zaproponowała jednak najpierw degustację, więc najpierw będziemy jeść!
  5. DJ złamie nogę. (Przepraszam Cię Kamil!) Ta wizja mnie nie opuszcza, chociaż mój kumpel, czyli nasz DJ przekonywał mnie, że nawet ze złamaną nogą nam zagra. Jednak mój mózg nastawiony na czarne scenariusze każdego dnia każe mi dzwonić do niego i pytać, czy wszystko jest w porządku. Rozsądek mnie powstrzymuje.
  6. SPÓŹNIMY SIĘ. To jest coś, co niedawno zawładnęło moją głową. Mianowicie, co jeśli SPÓŹNIMY SIĘ na ślub? Bo korki, bo wypadek, bo koło odpadnie, bo paliwa zabraknie?
  7. Fryzjer, kosmetyczka i czas wyjazdu z domu – już dawno mam zaplanowane!

Cierpię na pewien syndrom i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. MUSZĘ mieć wszystko zaplanowane z dużym wyprzedzeniem. U mnie nie ma na ostatnią chwilę, na spontanie. Jestem tak obrzydliwie zakochana w planowaniu, ustalaniu, że jest to męczące. Udziela mi się to w trakcie ślubnych przygotowań, chociaż zapierałam się, że nie jestem takim typem. I tym sposobem truję dupę wszystkim dookoła. Chłopakom, żeby powiedzieli mi, co planują dla Marcina na wieczór kawalerski. Mojej świadkowej (chociaż tylko kilka razy), że chętnie bym jej pomogła coś zaplanować na mój panieński(ufam jej w 100%, jednak mój wewnętrzny dyktator nie potrafi poradzić sobie z tym, że nie ma nad czymś kontroli). Moim znajomym, że boję się, że stanie się COŚ i nie przyjdą. Mamie, że jeszcze tyle do zrobienia i zaplanowania, a czasu tak mało. Jeśli nie ma Cię na tej liście – ciesz się. Jeśli jesteś – wybacz mi, jeszcze 4 miesiące.

Styczeń jest prawdziwą jazdą bez trzymanki. Chodzi o mój nawał pracy, zleceń, obowiązków dodatkowych i dążeniu do zrealizowania NASZEGO marzenia. Niech już będzie ten ślub, bo zwariuję :)!

 

Dodaj komentarz