Mój wieczór panieński

Pamiętacie ten wpis: Jak przez pryzmat ślubu dowiedzieć się komu na Tobie zależy? Napisałam go niedługo przed moim wieczorem panieńskim i już wtedy zachwalałam Wam moje dziewczyny i opisywałam, jakie to ja mam szczęście do ludzi. Mój wieczór panieński utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że otaczają mnie piękne, inteligentne i cudowne kobiety. Mam najlepsze przyjaciółki wokół siebie, dlatego powtórzę po raz kolejny, że możecie mi ich zazdrościć.

Odliczałam dni do mojego wieczoru panieńskiego. Ciekawość zżerała mnie, co moja Świadkowa razem z resztą szykuje. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam, co się dzieje, nie miałam kontroli nad tym i nie byłam współorganizatorką wydarzenia. Było to dla mnie coś nowego, ekscytującego, ale też… niepokojącego. Wierzcie mi, że dla osoby, która uwielbia wiedzieć WSZYSTKO i mieć kontrolę nad WSZYSTKIM to było naprawdę trudne. Wiedziałam jednak, że mogę dziewczynom zaufać w 100%. Znają mnie, więc wiedziały, że żadne latanie po klubach z rogami diabełków mnie nie kręci. W zasadzie te wszystkie wieczory panieńskie, których naoglądałam się na poznańskim Starym Rynku wydawały mi się najczęściej bardzo… kiczowate. Moja świadkowa to moja najlepsza przyjaciółka, więc wiedziała, że to byłoby totalnie nie w moim stylu. Dlatego zorganizowała dla mnie coś tysiąc razy lepszego.

Znałam datę swojego wieczoru panieńskiego i w zasadzie to było tyle. Z czasem dowiedziałam się też, że wyjeżdżamy gdzieś z dziewczynami na cały weekend. Byłam podekscytowana! Docierały do mnie tylko strzępy informacji o tym, że to będzie wspaniały weekend, że na pewno mi się spodoba i, że będzie super. Wsiadłam z nimi 21 kwietnia do auta i ruszyłyśmy na mój wieczór panieński.

Dojechałyśmy do przepięknego miejsca, drewnianych domków położonych nad stawami, wokół las. Moja pierwsze słowa brzmiały: “o kur…ale tu pięknie”! . Potem bardzo często powtarzałam “o kur…”, gdy z chwili na chwili dziewczyny zaskakiwały mnie coraz bardziej. Przeszły same siebie. To było dużo i nie mam pojęcia, czym ja sobie na to zasłużyłam.

Na miejscu byłyśmy tylko my. Wokół nikogo. Do dyspozycji miałyśmy wielki namiot z ogromnym kominkiem, domki i wszystko dookoła. Pierwszy wieczór to była totalna mieszanka emocji. Radości i łez wzruszenia. Bawiłyśmy się rewelacyjnie, pijąc, tańcząc i śpiewając. Jednak, gdy o północy usłyszałam piosenkę, którą wybraliśmy na nasz pierwszy taniec, dziewczyny wjechały z tortem, szampanem, życzeniami, prezentami….zabrakło mi słów. Nie potrafię opisać, co czułam, gdy patrzyłam na twarze tych pięknych i bliskich mi dziewczyn, które zrobiły to wszystko dla mnie. Zasypały mnie prezentami. Dosłownie. To było dużo za dużo. Dziewczyny zadbały o moje ślubne kolczyki ( o, których gadałam już długo), mój relaks ( zapewniły mi dzień w SPA), ale gdy otworzyłam przygotowany dla mnie album z naszymi wszystkimi fotkami ( były tam nawet dziewczyny, które nie mogły jechać z nami!) nie wytrzymałam i rozbeczałam się jak głupia.

Potem czekały mnie konkursy. Dziewczyny nagrały wywiad z Marcinem, w którym zadawały mu pytania. Potem i ja musiałam na nie odpowiedzieć. Wszystko zostanie razem sklejone, a ja będę miała pamiątkę na całe życie ( kochane – wytnijcie te przekleństwa!!!). Było tego całe mnóstwo. Cały wieczór zaplanowany był w 100%. Nie zrobiłabym tego lepiej.

Drugi dzień spędziłyśmy na całkowitym relaksie. Siedziałyśmy w saunie, banie zewnętrznej i chillowałyśmy. Było idealnie. Nawet brzydka pogoda nie była w stanie popsuć mi humoru.

To był mój wymarzony wieczór panieński. Nie mogłabym wymyślić sobie lepszego. Moja świadkowa, moja cudowna Natie zorganizowała to wszystko cudownie, totalnie w moim stylu – każdemu życzę kogoś takiego w swoim życiu jak Ona. Moje wspaniałe dziewczyny zrobiły wszystko, żeby to był dla mnie niezapomniany weekend.

Kochane – dziękowałam Wam już wiele razy, ale wiecie, że lepiej wychodzi mi pisanie, niż mówienie (znaczy mówię nieźle, ale bez składu często:D). Dziękuję Wam za ten weekend. Dziękuję, że sprawiłyście, że mój wieczór (weekend) panieński był taki jaki sobie wymarzyłam – zabawny, pełen wzruszeń i tak bardzo… babski. Dziękuję, że chciałyście być ze mną i zrobić dla mnie coś wyjątkowego. Cholernie dużo to dla mnie znaczy, bo to oznacza, że jestem dla Was ważna. Kocham Was wszystkie i chciałabym, żebyście zawsze były częścią mojego życia!

 

PS: Do ślubu pozostało nam 12 dni!!!

 

One comment

  1. Dusia says:

    Wow ale pięknie , Twoje koleżanki naprawdę sie postarały i wszytko przemyślały. Mój wieczór był raczej z kategorii szalonych bo starsza zabrała nas do Leszna. Do tunelu aerodynamicznego na szybowanie w powietrzu. Też się dobrze bawiłyśmy i mamy dużo wspólnych wspomnień z tego wieczoru.

Dodaj komentarz