Moi znajomi mają fantastyczne życie

Chociaż trudno jest nam się do tego przyznać, to nieustannie porównujemy się z innymi. Czasem robimy to nieświadomie, czasem wzbudza w nas w to najgorsze emocje, których nie jesteśmy w stanie kontrolować. Zazdrość jest wpisana w ludzką naturę, chociaż wcale nie musi oznaczać czegoś złego. Wręcz przeciwnie, jeśli jest to zazdrość motywacyjna, to może dać porządnego kopa. Mi daje i to bardzo często. Nigdy nie ukrywałam, że są osoby, którym zazdroszczę bardzo wielu rzeczy. Jednak dopiero od niedawna potrafię przekuć to na pozytywne działanie, nie na wyniszczające mnie psychicznie myśli, przez które dołowałam się.

Wpis “dlaczego moje problemy są ważniejsze”  powstał w naprawdę ciężkim okresie mojego życia. To był czas, w którym nagromadziło się tyle spraw, stresu i nerwów, że wszystko widziałam w czarnych barwach. Byłam w emocjonalnym dołku i żadne racjonalne argumenty do mnie nie docierały. Sądzę, że to właśnie wtedy rozpoczął się u mnie kiepski etap w moim życiu, na którym zaczęłam myśleć, że wszyscy moi znajomi mają fantastyczne życie, a ja nie. Niby wszystko było dobrze, układało się, planowaliśmy ślub, jednak wciąż czegoś mi brakowało. Miałam wrażenie, że każdy dookoła mnie jest szczęśliwy, a ja nie potrafiłam. Widziałam radosnych znajomych, przyjaciół, którym życie się układało, a ja nie rozumiałam, czemu u mnie nie jest tak, jak sobie wymarzyłam. Czekaliśmy na nasz dom, ślub za 5 miesięcy, a ciągle coś nie grało i nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi dlaczego.

Obserwowałam na wszystkich portalach społecznościowych znajomych z dawnych lat i znów odnosiłam wrażenie, że każdy z nich ma idealne życie. Widziałam u nich to, czego sama nie miałam, a tak bardzo chciałam. Na tamten moment wydawało mi się, że mają wszystko. Super związki, domy marzeń, karierę, zdrowie i pieniądze. Trułam sobie głowę myślami, co robię źle, że ja tego wszystkiego nie mam. Zadawałam sobie pytania, co jest ze mną nie w porządku, jak mieć więcej i więcej, i dlaczego inni mają lepiej ode mnie. To był ciężki czas, gdy porównywałam siebie do wszystkich dookoła i ciągle byłam tą gorszą. Uległam tej cholernej presji Facebooka, Instagrama, na których ludzie pokazywali swoje”idealne” życie. Marzyłam o tym, co mieli. Podróże. Pieniądze. Karierę. Szczęście. I brak stresu, co przyniesie jutro. Uwierzyłam w to, że każdy z nich ma naprawdę fantastyczne życie. Uwierzyłam skrawkom życia pokazywanym w mediach społecznościowych przez moich znajomych i nie tylko. Słuchałam samych dobrych rzeczy. I jedyne, co potrafiłam wtedy pomyśleć “Ja pier***, jak oni mają super. Jak im się wszystko układa A co ze mną? Dlaczego ja tak nie mam”.

Pomyśl ile razy poczułeś ukłucie zazdrości, gdy widziałaś zdjęcia swojej dawnej koleżanki, która wygrzewa się na Seszelach. Pomyśl, ile razy wkurzyłeś się, że osoby z Twojej klasy/szkoły radzą sobie o wiele lepiej w życiu zawodowym niż Ty, a przecież w latach szkolnych to Ty zawsze byłeś tym “lepszym” i to w Tobie pokładano wielkie nadzieje. Zastanów się, jak czujesz się, gdy to Twoja nielubiana koleżanka ma wszystko to, o czym Ty marzysz. Jak poczujesz się, gdy oglądasz jej kolejne zdjęcia z zabójczo przystojnym facetem, podczas gdy Ty wypłakujesz sobie oczy po rozstaniu.

Pamiętaj tylko, że zawsze widzisz jedną stronę. Tę, którą inni chcą Ci pokazywać. Nikt nie dzieli się złymi rzeczami w mediach społecznościowych. Nikt nie przyzna się do samotności, braku przyjaciół czy tego, że od kilku lat tkwi w pracy, której nienawidzi. Ludzie częściej żyją “na pokaz” niż przyznają się do porażek. Pamiętaj o tym, gdy następnym razem pomyślisz, że inni mają fantastyczne życie, a Ty nie. Być może wielu z nich chciałaby być na Twoim miejscu. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a w końcu zawsze lepiej jest tam gdzie nas nie ma.

W zależności od tego, czy sytuacje dotyczyły moich bliskich przyjaciół lub znajomych, czy przypadkowych osób, targały mną różne emocje. Jeśli chodziło o najbliższych mi przyjaciół cieszyłam się razem z nimi, ale jednocześnie zazdrościłam im bardzo. Nigdy nie życzyłam im źle, po prostu chciałam tego, co oni. Gdy tematy dotykały osób mi obojętnych lub tych, których nie lubię, wkurzałam się i byłam zawistna. Chociaż nie każdy przyznałby się do tego, to tak właśnie było. I wtedy nie potrafiłam nic zrobić z tymi negatywnymi emocjami.

Nie wiem, czy w tamtym okresie było coś, co mogłoby przekonać mnie do tego, że w moim życiu wszystko było tak jak być powinno. Ślub zbliżał się wielkimi krokami, a jedyne o czym potrafiłam myśleć było to, że nie każdemu się spodoba, że nie będzie idealnie. Mój obecny mąż miał ze mną bardzo ciężko, bo każdego dnia narzekałam na brak kasy i ryczałam. Dla człowieka takiego jak On, który docenia każdą najmniejszą rzecz w życiu, było niezrozumiałe to, co się ze mną działo. Ja sama nie potrafię wytłumaczyć tego, co wpłynęło na mnie i moje postrzeganie rzeczywistości w tamtej chwili. Teoretycznie mieliśmy wszystko, a ja zachowywałam się jakbyśmy nie mieli nic. Wtedy rzuciłam się w wir pracy.

Minęło trochę czasu zanim wszystko  zaczęło się zmieniać. Nie będę ukrywać, że duży wpływ miały na to znaczące zmiany w naszym życiu osobistym, jak i zawodowym. Potrzebowałam bodźca, który pokazałaby mi, że wszystko idzie ku dobremu. Dostałam go w odpowiednim momencie. Moje myśli zaczęły się zmieniać. Z dnia na dzień było lepiej. Zaczęłam inaczej postrzegać otaczającą mnie rzeczywistość. Zaczęłam być szczęśliwsza i spokojniejsza, a przede wszystkim wdzięczna. Miałam cudownego męża, rodzinę, wspaniałych przyjaciół i zdrowie. Życie zawodowe zaczęło rozwijać się, czego naturalnym następstwem, była także poprawa komfortu życia.

Niedawno znów powróciły do mnie te złe myśli. Znów złapałam się na myśleniu, że moi znajomi mają fantastyczne życie, a ja nie. Inni mają łatwiej. Każdy ma lepiej ode mnie. Tym razem napisałam to moim przyjaciółkom. Powiedziałam im “dziewczyny, jak to jest, że każdy ma w życiu łatwiej, lepiej i jest szczęśliwy. Wkurza mnie to, że ja tak nie mam”. A one zadały mi pytanie “Kasia, a skąd wiesz, jak mają inni?”. I zaczęła się nasza długa szczera dyskusja o tym, jak to rzeczywiście jest.Wielokrotnie pisałam o tym, że w życiu mam szczęście do ludzi. Po raz kolejny potwierdza się to, że otaczają mnie wspaniałe, MĄDRE osoby. Rozmawiałam na ten sam temat z kilkoma innymi osobami i powiedziałam otwarcie, co mnie boli.

Każda z nich powiedziała mi mniej więcej to samo – nie wiesz, jak wygląda czyjeś życie i nigdy się tego nie dowiesz. Nikt nie ma idealnego i bezproblemowego życia. Każdy ma jakieś problemy, tylko nie wszyscy o nich mówią. Nikt przecież nie będzie żalił się w mediach społecznościowych. Do tej pory miałam poczucie, że inni mają wszystko jednocześnie – podróże, karierę, dom, nowe ciuchy i gadżety. Ja to przecież widziałam u nich. Ale przecież często jest tak, że przedkładamy jedne sprawy nad drugie. Dla kogoś ważniejsze będzie podróżowanie, dla kogoś kariera, a jeszcze dla innych dom. Każdy inwestuje w inną sferę swojego życia i jej się poświęca. Życie to kwestia wyborów i ustalania priorytetów, a dla każdego będą inne. Nie można mieć wszystkiego od razu. Nie zawsze się da i czas najwyższy się z tym pogodzić. Mąż ciągle powtarza mi: “Kasia, Ty byś chciała wszystko już teraz, natychmiast. A tak nie można. Czasem na to wszystko trzeba poczekać, to przyjdzie z czasem”.

Dopiero się tego uczę. Dopiero zaczynam rozumieć, że to nie jest tak, że wszyscy mają fantastyczne życie, a ja nie. Bo tak nie jest. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Jedna z bliskich mi osób powiedziała mi – Kasia, to ja tak myślę o Tobie. Też mogłabym Ci zazdrościć.

A ja nie mogłam w to uwierzyć. No bo mi przecież nie ma czego zazdrościć. To przecież inni mają lepiej. Tak myślałam, jeszcze niedawno. Trochę się u mnie pozmieniało. Przede wszystkim zaczynam dostrzegać to, co mam i, co osiągnęłam. Zaczęłam być za to wdzięczna. Ciągle łapię się na tym, że porównuję się do innych i myślę, jak to oni mają fajnie. Ale potem przypominam sobie, że moje życie przecież też jest niezłe. Nie latam może na Bali, nie zarabiam milionów i nie stać mnie na wiele rzeczy, o których marzę. Ale nie tylko o to w życiu chodzi. Właściwie wcale o to nie chodzi, a przynajmniej nie powinno. Mam nadzieję, że przyjdzie taki dzień, w którym nie będę musiała przekonywać samą siebie ani nikt inny nie będzie musiał przekonywać mnie do tego, że moje życie jest super. Chciałabym to czuć każdego dnia, bez zastanawiania się i myślenia, że inni mają lepiej. Nie powinnam nawet mówić tego na głos, bo przecież to nie jest dobrze widziane.

Teraz za każdym, gdy dopadają mnie takie myśli, nie trzymam ich dla siebie. Nie biorę już tego do siebie, staram się przejmować mniej. Odzywam się do moich przyjaciółek, które bardzo szybko potrafią przywrócić mnie do porządku. Są czasem bezlitosne, podczas gdy ja potrzebowałabym, żeby ktoś chwilę się nade mną poużalał. Nic z tego. Każda osoba, z którą w ostatnim czasie rozmawiałam na ten temat, sprawiła, że zmieniłam swoje myślenie, podejście i ocenę własnego życia. Staram się nie patrzeć na innych, nie porównywać, jednak bywa z tym różnie.

Jeśli dopadają Was podobne myśli, to pamiętajcie, że to nie jest tak, że inni mają lepiej. Mają inaczej niż Wy, bo być może w życiu dokonali innych wyborów. Nie musisz czuć się gorszy, że nie masz wszystkiego, bo nikt nie ma. Nie ma jednego utartego scenariusza życia, więc zacznij doceniać swoje.

MOŻE SPODOBAĆ CI SIĘ:

Zazdrość – dlaczego jest niemodna?

Dlaczego moje problemy są ważniejsze?

Dodaj komentarz