Ktoś jeszcze chodzi do cyrków?

Bo ja myślałam, że nikt. W czasach, w których tyle mówi się o konieczności ochrony zwierząt i o tym, że wielbłądy, zebry czy słonie powinny przebywać w swoich naturalnych środowiskach, a nie pod cyrkową plandeką, okazuje się, że jest to rozrywka, która wciąż przyciąga wiele osób. Jest to dla mnie szalenie niezrozumiałe i szukam logicznego wytłumaczenia po, co rzeczywiście ludzie tam łażą, ale niestety nie znajduję takiego. Pewnie nie byłabym tym tak oburzona, a ten wpis nigdy by nie powstał, gdyby nie pewien filmik, który zauważyłam na FB swojej znajomej.

Bez wstydu i krępacji ( dla mnie chodzenie do cyrku jest po prostu oznaką totalnej ignorancji, niezrozumienia, a nawet i głupotą) wrzuciła filmik, na którym widać 3 wielbłądy i 2 zebry ściśnięte na scenie jednego ze znanych cyrków. Treserka z pejczem w ręku pogania zwierzęta, żeby biegały w rytm tandetnej muzyki. Ludzi jest pełno, co tylko świadczy, że wciąż niewielu rozumie, że chodząc tam przyczynia się do znęcania nad dzikimi zwierzętami. Bo właśnie tak jest. Wiecie, co jest najgorsze? Na tym samym filmiku znajomej z FB widać jej małe dziecko. I tutaj poziom mojej irytacji wzrasta znów o kilka stopni.

Nie jestem jeszcze matką, ale zadaję sobie pytanie, czy gdybym była, to czy chciałabym pokazywać mojemu dziecku świat, w którym ludzie śmieją się kosztem cierpienia zwierząt? Czy chciałabym zabierać go do miejsca, w którym dla rozrywki ludzi krzywdzi się lwy, zebry, wielbłądy? Czy chciałabym, żeby moje dziecko śmiało się z niedźwiedzia, jeżdżącego na rowerze lub lwa przeskakującego przez płonące obręcze? Czy chciałabym, żeby moje dziecko patrzyło jak pejczem bije się wielbłądy, żeby szybciej biegały? Nigdy w życiu.

I wiecie, co? Myślałam, że wiele osób myśli właśnie w ten sposób. Wydawało mi się, że cyrk to przeżytek, że przecież nikt już tam nie chodzi. W czasach rozwijającej się świadomości i większej wrażliwości na krzywdę zwierząt, byłam pewna, że chociaż moje pokolenie skończy z tą formą rozrywki. A jednak nie. I wiecie, co? Po pierwsze jest mi przykro. Po drugie jest mi wstyd. Poczułam totalne zażenowanie, gdy zobaczyłam ten udostępniony na FB filmik. No, bo wiecie, jak można chwalić się czymś, co powinno się potępiać? A chodzenie do cyrków należy potępiać.

To najbardziej okrutna i żenująca forma “rozrywki”, jaką kiedykolwiek wymyślił człowiek. Cyrk nie jest śmieszny. Cyrk nie jest fajny. Cyrk nie pomaga zwierzętom. Cyrk nie jest miejscem dla dzieci. Jeśli ktoś jeszcze nie wie dlaczego, niech obejrzy zdjęcia zwierząt uratowanych z interwencji właśnie z takich miejsc. Dla mnie miejscem wielbłąda jest pustynia, nie osiedlowy trawnik. Zebry powinny żyć na stepach, w stadach, nie pod cyrkowym namiotem. To gatunek bliski zagrożenia wyginięciem, a przetrzymywanie go w cyrkach jest okrutne.

Zastanawiam się, czy jeśli nie rozumie tego dorosła osoba, która idzie tam świadomie, płaci za to widowisko, a jeszcze zabiera na nie swoje dzieci, to czy rzeczywiście zmierzamy w dobrym kierunku? Zaczynam mieć wątpliwości. Jak nauczyć malucha wrażliwości na krzywdę innych, empatii, szacunku do zwierząt, gdy pokazuje mu się, że dozwolone jest ich bicie czy przetrzymywanie w okropnych warunkach? Dlaczego wychowujemy następne pokolenie właśnie w taki sposób? Myślałam, że zrobiliśmy krok naprzód, że doszliśmy do momentu w historii, w którym jednogłośnie mówimy – nie godzimy się na cyrki. Jednak nie. Jak dużo czasu musi jeszcze upłynąć aby każdy zrozumiał, że CYRK NIE JEST MIEJSCEM DLA ZWIERZĄT.

Nie jestem jakimś ekofreakiem ani szalonym ekologiem. Jem mięso i nie żal mi każdego zabitego przeze mnie komara, ale nie godzę się na taką formę “rozrywki”, w której krzywdzi się zwierzęta ku uciesze ludzi. To okrutne widowisko w ogóle nie powinno mieć racji bytu w nowoczesnych i rozwiniętych krajach. Im więcej ludzi wreszcie to sobie uświadomi i przestanie zabierać tam swoje dzieci, tym większa szansa, że takie miejsca przestaną istnieć. Chodzenie do cyrku jest obciachem i dowodem na totalną ignorancję.

Dodaj komentarz