Moje idealne życie w kilku scenach

Niedawno Segritta (Która nawiasem mówiąc jest jedną z moich ulubionych blogerek, bo to JAK i CO pisze zawsze fascynuje mnie-czytelnika. A ja jednak w blogach szukam przede wszystkim dobrej treści) opublikowała ten oto wpis: Moje wymarzone życiu w kilku scenkach rodzajowych. Wbiła mnie  w fotel, czytałam z zapartym tchem i ściśniętym gardłem. Nigdy nikt w taki sposób nie opisał życia jakie chciałabym mieć.  To tak jakby ktoś czytał w moich myślach. Jakby ktoś otworzył moją głowę i przelał za pomocą tekstu to, co w niej siedzi.

Chcę poszerzyć te kilka scenek. Dopisać swój scenariusz mojego wymarzonego życia, żeby o nim nie zapomnieć w codzienności.

Ja i moi najbliżsi jesteśmy zdrowi. Nie martwię się pieniędzmi.

MÓJ DOM

Jest przestronny i pełen życia. Dużo w nim drewnianych elementów, cegły i naturalnych materiałów. Z okien widać las, sąsiedzi mieszkają daleko. Mamy duży stół, ogromny. Mieści się przy nim cała nasza rodzina, która wpada na święta, niedzielne obiady i urodziny. Przy kominku stoi wielka, miękka kanapa w kształcie litery U. Wiedzieliśmy, że będziemy takiej potrzebować, żeby cała nasza ekipa przyjaciół miała gdzie usiąść.  Niedaleko znajduje się nasz gabinet. Oboje pracujemy zdalnie. Wypracowaliśmy też sobie całkiem niezły przychód pasywny. Moje biurko jest piękne, dębowe. Wreszcie mam poukładane dokumenty w eleganckie segregatory. W gabinecie mamy bibliotekę. Od ziemi do sufitu półki uginają się pod książkami. Na ścianach pełno jest zdjęć z naszych podróży.

BOŻE NARODZENIE

Z dużej, otwartej kuchni dobiegają świąteczne zapachy. Pierniki leżą przyozdobione w puszce. Choinka pachnie świeżością, lasem, a pod nią leży stos prezentów. Kiedy całą rodziną robimy ostatnie przygotowania, psy plączą nam się pod nogami. Nigdzie nam się nie spieszy, czekamy aż wszyscy usiądą przy jednym stole. Rozmawiamy, słuchamy kolęd, a za oknem pada śnieg. Dzieciaki z ekscytacją czekają na otwarcie prezentów. Wreszcie radośnie rozrywają papiery i świecą im się oczy. W kominku skwierczy ogień, trzymam w ręku kieliszek wina i sięgam po dokładkę serniczka. Siedzimy przy stole długo i rozmawiamy. Dzieci zasnęły, rozłożone na podłodze w salonie, obok psów. Przebieramy się w świąteczne piżamy i skarpety, dolewamy wina i podjadamy pierniki – jest błogo.

PRZERWA ŚWIĄTECZNA

Mroźny, zimowy wieczór. Wpadają do nas przyjaciele pograć w planszówki i posiedzieć. Mają swoje dzieci, które są najlepszymi przyjaciółmi naszych. Robimy im prawdziwą, gęstą czekoladą z wanilią i piankami marshmallows. Psy zlizują z ich twarzy napój, a one chowają się pod swój namiot, zrobiony z kocy i poduszek. Zjadamy resztki ze Świąt, popijamy winem i whisky aż robi się późno. Przyjaciele decydują się zostać na noc. Często zostają na noc, bo czują się u nas jak u siebie. Rano przygotowujemy jajecznicę z wiejskich jaj. Potem jeszcze kulig. Na dworze jest mróz, policzki różowieją, a śnieg skrzypi pod butami. Psy biegają wokół nas i szczekają. Jest głośno i radośnie. Wracamy zmarznięci do domu. Wchodzę do gorącej wanny, sięgam po ulubioną książkę. Wieczorem tulimy się z Marcinem na kanapie i oglądamy film.

FERIE ZIMOWE

Jedziemy na tydzień w góry. Towarzyszą nam znajomymi ze swoimi dzieciakami. Zjeżdżamy na nartach, pijemy grzańca na stokach, chodzimy od knajpy do knajpy i jemy pyszne jedzenie. Wieczory spędzamy przy planszówkach i kominku. Drugi tydzień spędzamy z rodziną gdzieś , gdzie jest ciepło. Nowa Zelandia, Tajlandia, Malediwy. Możemy sobie pozwolić na błogie lenistwo.

IDZIE WIOSNA

Śnieg topnieje, las za naszymi oknami zaczyna się zielenić, trawa robi się puszysta i pojawiają się pierwsze kwiaty na naszym ogrodzie. Wypijam pierwszą kawę na rześkim, marcowym powietrzu. Jest jeszcze zimno, ale powoli czuć wiosnę w powietrzu. Za furtką naszego ogrodu widzę sarnę. Dobrze, że psy jej nie widzą, bo zaczęłyby ujadać. Dzisiaj niedziela, więc bedą naleśniki. Jemy długie, leniwe śniadanie i zabieramy psy na spacer. Jedziemy na obiad do  rodziców, kupując po drodze żonkile i tulipany. Wstępujemy też do naszej ulubionej, wiejskiej piekarni – ciepły pączek jeszcze nikomu nie zaszkodził.

LATO

Latem zawsze jest pięknie. Budzimy się, gdy słońce już mocno grzeje. Gołymi stopami chodzę po trawie, chłonę parne powietrze i patrzę na błękitne niebo. To będzie piękny dzień. Dzisiaj nie pracujemy, jedziemy z dzieciakami do Bugaja. Po drodze opowiadamy im historie i wspomnienia związane z tym miejscem. Mówimy o ich wujkach i ciotkach, którzy tutaj razem dorastali. To także ich ulubione miejsce. Gdy podrosną będą tu spędzać każdy weekend ze swoją ekipą. Przez tyle lat nasza działka wygląda tak samo. Czas odcisnął na niej niewielkie piętno, bo wszyscy sumiennie o nią dbamy. Kilka rzeczy wymaga remontu, ale nam podoba się tak jak jest. Zostajemy na noc, robimy grilla, bo akurat wszyscy znajomi się zjechali. Wreszcie każdy z nas ma tutaj swój własny ogródek. Dzieciaki zasypiają w namiotach rozstawionych na trawie. Pijemy dużo alkoholu, żartujemy, gadamy, jest jak za starych dobrych czasów. Rano wstajemy i ruszamy do Asa po bułki na śniadanie. Kupujemy też świeże ciasto i chłodne piwko – nie wracamy do domu. Jedziemy nad jezioro, wypożyczamy rowerki wodne i pływamy. Komary gryzą niemiłosiernie, słońce grzeje w twarz, a woda jest przyjemnie chłodna – nie może być lepiej.

POCZĄTEK JESIENI

Obraz za oknem jest pomarańczowo-żółty. Psy jeszcze biegają po ogrodzie, ale za chwilę podbiegnę do drzwi by wpuścić je do domu. Na dworze robi się chłodno. Lato zbliża się ku końcowi, skończyły się żniwa i czuć nadchodzącą jesień w powietrzu. Przychodzi czas na robienie zapraw – nadal nie nauczyłam się ich robić, więc regularnie podkradam z maminej spiżarni kiszone ogórki, dżemy malinowe, pomidorowe passaty, jabłkowe musy i kompot z gruszek. Wciąż robimy ogniska i pieczemy kiełbaski, ziemniaki. Zmarznięta robię sobie ulubioną herbatę earl grey z pomarańczami, siadam w moim ogromnym fotelu typu uszak, pies kładzie mi łeb na kolanach i wreszcie mam czas, żeby czytać.

 

ZWYKŁY DZIEŃ

Jest piątek. Piątek to zazwyczaj Nasz dzień. Spędzamy go tylko my i dzieciaki. Jedziemy do kina, na dobrą kolację i wracamy do domu. W salonie robimy sobie maraton filmowy. Rozkładamy stosy poduszek na ziemi, psy próbują wepchnąć się obok nas i oglądamy bajki Disney’a, potem Harry’ego Pottera, a gdy dzieciaki będą starsze to komedie. Jemy popcorn i lody. Mamy dresy na sobie, brudzimy się i nikt się tym nie przejmuje.

 

Moje idealne życie płynie spokojnie i błogo. Zdarzają się trudne, ciężkie chwile. Są krzyki, jest płacz. Nauczyliśmy się sobie radzić z tym. Każdego dnia cieszymy się z tego, co mamy i doceniamy codzienność. Wreszcie nigdzie się nie spieszymy, przeżywamy z uwagą każdy dzień.  Radość sprawiają nam takie rzeczy jak pachnący rosół w niedzielę, biegające psy, ciepło kominka, obecność rodziny i przyjaciół, planszówki, dobra książka, wołowina po burgundzku, lampka wina, wspólne wyjazdy, bliskość.

 

Dodaj komentarz