Freelancing – jak działam i dlaczego nie jestem etatowym freelancerem?

Na pewno doskonale pamiętacie ten tekst: Dlaczego nie mam czasu wolnego sprzed  kilku dni. Pisałam Wam o tym, że aktualnie trudno jest mi znaleźć czas dla siebie, bo pracuję bardzo dużo. Na pewno wielu z Was zastanawia się dlaczego wciąż nie jestem etatowym freelancerem, tylko biorę sobie tyle na głowę po godzinach mojej regularnej pracy. Kilka osób też regularnie zachęca mnie, żebym wreszcie to zrobiła. Ale jeszcze nie czuję, żeby to był odpowiedni czas. I krótko powiem Wam dlaczego.

Moja przygoda z freelancingiem

Pisałam od zawsze i nigdy nie sprawiało mi to większej trudności. Nigdy jednak nie planowałam związać z tym swojej przyszłości. W zamierzchłych czasach planowałam być pisarką ( gdzieś pomiędzy piosenkarką i weterynarzem), jednak bardzo szybko mi przeszło. Z copywritingiem też bardzo długo nie miałam nic wspólnego. Wiedziałam oczywiście, że taki zawód się pojawił, szybko zdobywa popularność, jednak nie czułam, że to coś dla mnie. Pisanie miało być tylko dodatkiem. Pisać miałam wyłącznie na blogu, bo to moja odskocznia.

W jednej z agencji, w której pracowałam poznałam osobę, dzięki której teraz robię to, co sprawia mi przyjemność. Nie skłamię, jeśli napiszę, że to Jej zasługa, że zostałam copywriterem. Ona wprowadziła mnie w świat copywritingu, content marketingu i SEO. Ona mnie szkoliła, doradzała i mówiła jak pisać i do teraz jest moim dobrym duchem. Wszystko to, co wiem i umiem, a szczególnie z technicznych aspektów tego zawodu, jest tylko i wyłącznie zasługą tej osoby. To Ona dostarczała mi moich pierwszych zleceń i poprawiała je po mnie, gdy moje przecinki lądowały w złych miejscach ( nadal mi się to zdarza!).

Z czasem zleceń było coraz więcej i w momencie, gdy zostałam bez pracy, okazały się finansową deską ratunku. Co śmieszne, nie szukałam nowej pracy jako copywriter. Dlaczego? Wciąż czułam, że nie jestem wystarczająco dobra. Gdy dostałam moją obecną pracę zleceń nie było wiele, ale były miłym dodatkiem.

Rozwój, jako copywriter

Z czasem zaczęłam samodzielnie szukać zleceń. Każdy doświadczony copywriter lub taki, który dopiero zaczyna wie, że to wcale nie jest takie proste, jak się wydaje. Szczególnie wtedy, jeśli nie możesz poświęcić temu dużo czasu. Ja nie mogłam. Już wtedy pracowałam na etacie i trudno było mi to wszystko pogodzić. Zrezygnowałam z połowy swoich zleceń i powoli chciałam wycofywać się z copywritingu. Powstrzymały mnie dwie rzeczy. Pierwsza to oczywiście dodatkowy zastrzyk gotówki, który dzięki zleceniom jest czymś naprawdę przyjemnym. Druga to to, że poczułam, że zaczęło mi to sprawiać przyjemność, coraz więcej wiem i coraz więcej potrafię. Wciąż jestem raczkującym copywriterem. Chociaż moje portfolio regularnie się rozszerza, a pisanie tekstów jest moją codziennością, to wiem, że brakuje mi sporo doświadczenia w branży. Na chwilę obecną mam regularne zlecenia, zdobywam nowe oraz wiem, gdzie i jak pisać teksty, żeby dorobić jeszcze więcej. Jednak na razie biorę ich tylko tyle, ile jestem w stanie zrealizować po godzinach mojej pracy i to w ciągu kilku godzin. Nie zrezygnuję ze spania, żeby pisać 🙂

Dlaczego, więc wciąż nie zdecydowałam się, żeby zostać pełnoetatowym copywriterem?

Boję się. Wiecie, zlecenia dzisiaj są, jutro może ich nie być. To nie jest stała praca, w której pracujesz od 8:00-16:00 i masz gwarantowaną stałą pensją. Tutaj musisz sobie ją sam wypracować. A ja po prostu nie lubię niestabilności i boję się podjąć ryzyka. Na dzień dzisiejszy nie mogę sobie na nie pozwolić.

Nie umiem zorganizować sobie czasu. To kolejny powód, dla którego nie pracuję pełnoetatowo w domu. Marcin zaproponował mi kiedyś, że zainstaluje mi aplikację, która będzie zliczać mój czas pracy. Absolutnie się na to nie zgodziłam. Wiecie czemu? Bo jestem bardzo, bardzo niewydajna. I zdaję sobie z tego sprawę. Nie potrafię wydzielić czasu na pracę, wypoczynek, obowiązki domowe. U mnie wszystko się na siebie nakłada. Robotę, którą powinnam zrobić w godzinę, wykonuję dwa razy dłużej. W domu absolutnie wszystko mnie rozprasza. Gdy pracuję w restauracjach, kawiarniach czy innych miejscach, robię to szybciej i skuteczniej. Wynika to z tego, że wciąż nie zorganizowałam sobie przestrzeni do pisania i swojego mini biura, ale już niedługo to się zmieni! Nawet nie chcę myśleć, ile więcej mogłabym zarobić, gdybym była wydajniejsza.

Mam za małe doświadczenie. To temat na kolejny, dłuższy wpis. Jednak porównując się do innych copywriterów moja wiedza i umiejętności wciąż są niewystarczające, żeby mogły stać się moim jedynym źródłem dochodu. wiem, że wiele pracy jeszcze przede mną, ale czuję, że  w tym kierunku chcę się rozwijać.

Nie wiem czy to na zawsze. Bo chociaż chcę się rozwijać w copywritingu wciąż nie wiem, czy chce wiązać z tym cała swoją przyszłość. Mam ochotę próbować wielu nowych rzeczy, sprawdzać się, uczyć, rozwijać i zobaczyć w czym jestem najlepsza. Jestem dobra w pisaniu, wiem to. Ale być może jest coś w czym jestem równie dobra, jeśli nie jeszcze lepsza. Jeśli tak jest, to chcę mieć szansę, żeby to sprawdzić.

Tym czasem copywriting wciąż zostanie miłym dodatkiem do codziennej pracy. Nie wykluczam, że kiedyś stanie się jedynym źródłem dochodu, ale na chwilę obecną nie. Dzięki temu sprawia mi  przyjemność, bo daje poczucie wolności. To ja wybieram, które zlecenie chcę realizować, a które odpuścić. Nie przeraża mnie wizja, że muszę brać wszystko, żeby wyżyć :).

 

Dodaj komentarz