Dlaczego wkurza mnie coaching?

Doprecyzujmy – nie denerwuje mnie coaching sam w sobie, bardziej śmieszy. Nie potrafię natomiast znieść panującej na niego mody. Dostaję gorączki i drgawek na dźwięk słów: “coach”, “mentor”, “rozwój osobisty”, “jesteś zwycięzcą” i “trener biznesu”. Działa to na mnie alergicznie. Dlaczego? To ja Wam wyjaśnię dlaczego. Bo obecnie to przestało być fajne, innowacyjne, a stało się swego rodzaju sektą i maszynką do zarabiania pieniędzy. Dlatego nie znoszę, gdy wciskają  kit i usiłują wmówić, że robią to z miłości do ludzi, że motywowanie ludzi daje im sens życia. Bzdury jakich mało. 

Co ja o tym wiem?

Wiem tyle, co się nasłuchałam i obserwuję. Nasłuchałam się trochę, bo był epizod w moim życiu, gdy prawie dałam się wciągnąć w historie rodem z “kim jesteś? jesteś zwycięzcą!”. Bo słuchajcie – musimy wyjaśnić sobie jedną ważną kwestię. Absolutnie nie mam nic przeciwko motywowaniu siebie oraz innych. Pod jednym warunkiem – masz do tego odpowiednie predyspozycje. Co natomiast obserwuję? Ludzie młodsi ode mnie (czuję się staro!) rozpoczynają studia ” o coachingu”. Są takie. Przysięgam. Widziałam na własne oczy i pomyślałam – co jest ku…?. No i zaczynają te studia, czytają mądre książki i potem co? Chcieliby znaleźć pracę i być mentorem dla innych, tak? Dobrze rozumiem? Na jakiej cholera jasna podstawie ?

Nie zrozumcie mnie źle, ale czego może nauczyć Cię koleś w żyłach, którego płynie jeszcze wódka po piątkowej imprezie? Albo masz charyzmę, która pociąga innych ludzi, albo nie. Albo inspirujesz innych, albo nie. Czego nauczę się od kogoś kto jest mniej więcej na takim etapie życia, na jakim ja byłam ze 2 lata temu?

Powiem Wam tajemnicę. Brałam kiedyś udział w takim przedsięwzięciu. Teoretycznie miałam swojego mentora, który – UWAGA – skończył studia z coachingu. Przez chwilę było nawet nieźle. Jednak to, co najważniejsze wyniosłam z tamtego projektu – TY odpowiadasz za swoje życie. TY i tylko TY. I wierz mi, że jeśli nie będzie chciało Ci się ruszyć dupy, żeby coś robić i osiągać swoje cele, to nawet milion coachów Ci nie pomoże.

sunset-summer-golden-hour-paul-filitchkin-large

Czy Wy słuchaliście kiedyś coacha?

Byłam, widziałam, czytałam i słuchałam. Znam to. Ten sam bełkot coachów, trenerów biznesu wyuczony z książek. Ci ludzie mówią mi ciągle, że “jeśli chcę to mogę, ale w sumie niewiele muszę też robić”. Jestem ogromną zwolenniczką długich, głębokich i motywujących rozmów. Uważam, że ludzie powinni nawzajem się inspirować i zachęcać do działania. Nie ma nic złego w czerpaniu mądrości i wiedzy od ludzi wielkich. Ooo….i tu jest pies pogrzebany. Teraz każdy chce bawić się w coaching, bo to jest modne i fancy, a nawet kasę na tym zarobić można. To chyba nie tak powinno być. Zarabiać na nauczaniu innych? Jasne. Ale to zadanie dla tych nielicznych i wyjątkowych.

Niech nauczycielami będą autorytety. Ucz się od ludzi sukcesu, którzy przez całe swoje życie pracowali na to, gdzie są obecnie.  Gdy widzę “trenera biznesu” (o zgrozo!) i oczom mym ukazuje się chłopak w moim wieku to mam ochotę parsknąć śmiechem. Zastanawiam się, czy naprawdę ma zamiar uczyć mnie, jak zarządzać przedsiębiorstwem i budować firmy, gdy dopiero co zaliczył sesję na studiach?

Pomyśl – od kogo Ty chciałbyś się uczyć? Od kogoś kto ukończył studia coachingowe, przeczytał kilka książek na ten temat i postanowił, że od teraz zostanie Twoim mentorem. Jeśli chcesz za takie coś płacić – sorry, ale jesteś idiotą.

O co chodzi w tym coachingu?

Ni cholery nie wiem. Teoretycznie rozumiem, jak to ma działać. Ma doprowadzić Cię do wprowadzania zmian w swoje życie, ma Cię motywować, ma dawać Ci kopa do działania. No i fantastycznie! Zamierzenie? Rewelacja! Jestem nawet przekonana, że te osoby, które zaczynały działać w tej branży były niesamowite w tym, co robiły. Naprawdę. Wierzę w to, że są ludzie, którzy mają niewyjaśnioną, magiczną moc oddziaływania na innych. Potrafią motywować i porwać serca miliony osób. Jestem wręcz o tym głęboko przekonana. Wierzę w istnienie prawdziwych mentorów, za którymi chcesz podążać. Dlaczego? Bo fascynuje Cię jego życie, działania i praca. Bo udowadnia Ci, że niemożliwe jest możliwe. Bo napędza Cię do rozwoju, spełniania marzeń i realizowania celów. Jest jedno jedyne ALE – tych ludzi nie jest wielu.Takie jest moje zdanie. Tych wielkich, fascynujących i motywujących osobistości nie znajdziesz za rogiem.

Teraz wpisz w wyszukiwarkę “coaching” i zobacz, co znajdziesz. Tysiące stron osób, oferujących swoje usługi technik sprzedażowych oraz propozycje studiów. I zastanów się – czy bycia mentorem, trenerem i nauczycielem można się nauczyć w szkole? Czy przekonają i zmotywują Cię młode, niedoświadczone osoby? Mnie nie. I właśnie dlatego, gdy widzę kolesia, który jest/chce być “trenerem biznesu” i uczyć starszych i mądrzejszych od siebie, chce mi się śmiać.

Dlaczego tak czepiam się coachingu?

Sama głęboko wierzę, że mogę osiągać dużo, jeśli chcę. Moja mama powtarza mi nieustannie, że pozytywne nastawienie i myślenie przywołuje dobre rzeczy ( to już coaching czy jeszcze nie?). Wierzę, że każdy z nas potrzebuje motywacji i inspiracji do działania. Nie jestem zagorzałą przeciwniczką tematyki związanej z rozwojem osobistym. Jednak mody na coaching i pseudo psychologicznych bredni nie mogę słuchać. Spotkałam już w swoim życiu osoby, które myślały, że swoim gadaniem ( chociaż powinnam napisać wulgarniej – pieprzeniem) zmienią życie moje i innych. Wiecie, co? Wkurwia mnie to, nie motywuje.

Inspirują mnie ludzie czynu. Inspirują mnie ludzie, którzy działają. Inspirują mnie ludzie niezwykli, których praca przynosi zamierzone efekty. Inspirują mnie ludzie, którzy spełniają swoje marzenia. Inspirują mnie ludzie prawdziwi, szczerzy i z pozytywną energią. Ba – zainspirować i zmotywować mnie może nawet Pani Grażyna z warzywniaka, jeśli tylko ma w sobie to magiczne, niewidzialne coś. I wiecie, co? Ona wcale nie potrzebuje certyfikatu “trenera biznesu” czy dyplomu ukończenia kursu na najlepszego coacha.

Napisałam ten tekst z pełnym szacunkiem dla studentów ( sama studiowałam dziennikarstwo i wielokrotnie nasłuchałam się o tym, jakie to gówno) i wszystkich osób, które głęboko wierzą, że to ma sens. Jeśli chcecie – śmiało, idźcie tą drogą. Płaćcie innym za lansowanie się i rzucanie pseudo psychologicznych haseł, i kiczowatych sloganów. Ja tymczasem poczytam dobrą książkę.

Na koniec pamiętaj – KIM JESTEŚ? JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ! Haha, tylko żartowałam!

Dodaj komentarz