Dlaczego już nie szalejemy, jemy jedzenie “dorosłych” i kiedy to się stało?

Pamiętam, że gdy byłam dużo młodsza, a moi rodzice zapraszali do siebie gości, to zawsze była to duża impreza. Zaczynała się wielkimi zakupami, potem gotowanie jedzenia i siedzenie przy stole.  To jedzenie, stół i gwar utkwiły mi w pamięci najbardziej. Wiedziałam, że te imprezy to były zawsze ważne wydarzenia w naszym domu. Coś się działo! Cała masa dobrego, innego jedzenia, od tego które jadło się na co dzień i staranie się, żeby goście byli zadowoleni. Wtedy wydawało mi się to takie ważne i fajnie. Dorośli siedzieli przy stole i rozmawiali, a  my dzieci bawiliśmy się w innych pokojach. Myślałam wtedy, że kiedyś sama tak będę robić, a gdy tak już będzie, to będę “duża”.

To właśnie te “dorosłe” imprezy organizowane przez moich rodziców stały się wyznacznikiem mojej własnej”dorosłości”. A konkretnie moment, w którym zorientowałam się, że z przyjaciółmi robimy dokładnie to samo. To wtedy pomyślałam – o Boże. Dorosłam. To już. Nie bolało. Kiedy to się stało? Dlaczego nie było żadnych znaków?

MŁODOŚĆ

Pamiętacie te szalone gimnazjalno-licealne czasy? Chyba żaden mój okres w życiu nie był tak szalony jak tamte lata. To wtedy zaczynałam tak naprawdę kształtować swoją osobowość, uczyć się wielu rzeczy i robić coś po raz pierwszy. Buntowałam się i zdecydowanie byłam tym dzieckiem o “trudniejszym” charakterze, jednak dla mnie to był czas totalnej swobody i beztroski.  Wspominam go z dużym sentymentem! Ba! Jestem nostalgiczna, gdy pomyślę o tym, jak to było kiedyś i “za moich czasów”. A było super. Wróćcie wspomnieniami w swojej głowie do czasów, gdy mieliście 15-16 lat. Zatrzymajcie się na chwilę i przypomnijcie sobie, jacy byliście, o czym myśleliście i czego chcieliście. Przyjemne uczucie? Ja uśmiecham się na myśl o niektórych sytuacjach, ludziach i decyzjach. Jak wiele ukrywaliście przed rodzicami? Jak bardzo uważaliście, żeby o wielu rzeczach nie wiedzieli? I jakie to było… przyjemne. Próbowanie po raz pierwszy rzeczy, które wtedy były niedozwolone.

Pamiętacie pierwsze piwo? Pierwszy wypalony potajemnie papieros? Pierwsze wyjście na imprezę (wiecie, jak długo musiałam prosić rodziców, żeby puścili mnie do klubu)? Spotkania z chłopakiem, którego rodzice nie akceptowali? Każdy z nas robił podobne rzeczy, bo każdy z nas miał swój okres buntu i szaleństwa. Imprezowaliśmy, szaleliśmy i bawiliśmy się, nie myśląc o tym, co będzie. Szukaliśmy drobnych po domu, żeby zrzucić się na butelkę czegoś mocniejszego. Prosiliśmy starszych kolegów, żeby po szkole kupili piwo i papierosy, bo do 18-stki wciąż daleko. Potem szybki B4 przed wejściem do klubu, bo przecież nikt nie miał kasy na drinki w środku.  Nutka adrenaliny, niepewność czy rodzice się dowiedzą i ta ekscytacja, gdy robisz coś, choć wiesz, że nie powinieneś  – to coś, co jest przywilejem młodości.

DORASTAMY

Z czasem wszystko zaczynało się zmieniać. Rodzice już nie prosili byś “chuchnął”  im po powrocie z imprezy i nie pilnowali godziny Twojego powrotu, co do minuty. Mogłeś przyznać się do wypicia piwa lub dwóch, bez konieczności żucia tic-taców przed wejściem do domu. Połówkę kupowałeś legalnie i nagle przestało to już być takie… fajne. Nagle to, co wyzwalało w Tobie takie emocje jeszcze chwilę wcześniej, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.

Ale to wciąż jest okres, gdy odkrywasz “drugą młodość” tę, w której możesz sam kupować alkohol i wracać do domu nad ranem i szaleć bez większych konsekwencji. Podejmujesz pierwsze ważne decyzje, zaczynasz myśleć o przyszłości, jednak gdzieś z tyłu głowy siedzi wciąż “jestem jeszcze młoda, całe życie przede mną!”. To ten czas, gdy zaczynasz wyjeżdżać z przyjaciółmi na wspólne wakacje nad polskim morzem i możesz siedzieć całymi dniami na plaży i nie martwić się niczym. Nie przejmujesz się nawet miejscem, w którym nocujesz, chociaż pewnie pamięta jeszcze czasy głębokiego PRL-u.  Nie masz jeszcze kariery, projektów na głowie, kredytu czy poczucia, że coś musisz. Czujesz się totalnie wolny, a za ostatnią kasę kupujesz kebaba w pobliskiej budzie. Życie jest spoko, bo wtedy nie liczy się stan konta a przeżycia. Czy kiedykolwiek później jeszcze tak będzie?

GDZIE TO SZALEŃSTWO?

Nagle dostrzegasz, że dwa razy się zastanawiasz, zanim zrzucisz ciuchy i wlecisz nago do jeziora. Już nie sięgasz po kolejnego “shota”, gdy czujesz, że masz dosyć. Zdarza Ci się powiedzieć “nie róbcie tego” do swoich znajomych. Zamiast na kolejną imprezę, wolisz spędzić czas oglądając dobry film. Zaczynasz więcej planować, mniej żyć spontanicznie, bo pojawiły się nowe obowiązki. Z czasem coraz częściej odmawiasz, stajesz się bardziej rozsądna. Nadal buntuję się, gdy słyszę “masz X lat, nie wypada Ci tego robić”, bo nie godzę się, żeby to, co mogę lub nie, określała data moich urodzin. Wiek nie jest wymówką ani usprawiedliwieniem do tego, co robisz oraz jak żyjesz. Znam ludzi dużo starszych ode mnie, którzy w swoim życiu zrobili o wiele więcej szalonych rzeczy niż ja. Jednak coraz częściej łapię się na tym, że u mnie ta zmiana przyszła naturalnie. To przed czym tak bardzo się broniłam, czyli ta cała “dorosłość”, dopadła mnie, sama nie wiem kiedy. Wiele jest takich rzeczy, których teraz bym już nie zrobiła. Nie mój wiek o tym decyduje, ale to, co mam w głowie. Zmieniłam się. Tak po prostu. Bardzo tego nie chciałam, jednak to chyba nieuniknione, bo taka jest kolej rzeczy. Dom, rodzina, praca, obowiązki zawodowe i mój rozwój – to coś na czym teraz skupiam się najbardziej. Gdyby ktoś kiedyś użył takiego argumentu przeciwko mnie, odpowiedziałabym WYLUZUJ. Dzisiaj rozumiem. Sama wolę się wyspać niż szaleć do 6 rano (swoją drogą i tak życie na pełnych obrotach nie pozwoliłoby mi tyle wytrzymać). Nie lubię chodzić do klubów, bo dostaję tam szału. Częściej mi się nie chce robić tego, co kiedyś było normalne. Żyję spokojniej. Zamiast szalonych imprezowych nocy, wybieram spotkanie przy planszówkach, dobrej kolacji ze sprawdzonymi przyjaciółmi.

GOTUJEMY BIGOS?

Cofnijcie się do początku wpisu. Gdy byłam dużo, dużo młodsza myślałam, że moment, w którym zacznę organizować takie “posiadówki” przy stole dla znajomych, zapraszać ich na kawę i podawać do jedzenia coś innego niż paluszki i chipsy, będzie oznaczał, że jestem dorosła. Coś w tym jest. Gdyby ktoś powiedział mi, że wieku 25 (!) lat zostanę żoną (!) i będę zapraszać przyjaciół na kawę (!), to powiedziałabym, że upadł na głowę. Mój młodzieńczy plan zakładał totalne szaleństwo, co najmniej do 30-stki. Pewnie wyśmiałabym każdego, kto zasugerowałby, że naszą paczką będziemy spotykać się przy żurku, sałatce jarzynowej czy bigosie. No halo! To jedzenie “dorosłych”, znane z imprez u cioć i babć! A jednak tak właśnie się dzieje… To jest dziwne, gdy pomyśleć o tym, jak szybko to się wydarzyło. Niedawno jeszcze byliśmy na etapie paluszków, chipsów, zamawianej pizzy i zrzucania się na piwo dla wszystkich.

Z drugiej strony to jest coś nowego, ale też fajnego. To nie boli, nie wymaga poświęcenia i buduje więzi. Nigdy w życiu nie czułam się tak blisko z ludźmi dookoła mnie jak teraz. Nigdy w życiu nie rozmawialiśmy ze sobą tak szczerze, jak słuchając starych, klasycznych piosenek upalnymi wieczorami. Nigdy w życiu nie czułam hygge tak bardzo, jak znad talerza tej cholernej sałatki jarzynowej, gdy siedzimy wszyscy razem i wspominamy stare, dobre czasy…

CZUJĘ SIĘ STARO, czyli jak jest teraz?

Teraz jest spokojnie. Czasem brakuje mi tego dreszczyku emocji i nuty szaleństwa, dzięki którym czujesz, że żyjesz, gdy masz 15-16 lat. Chciałabym znów poczuć się tak jak wtedy, chociaż przez chwilę. Zrobić coś szalonego, zabawić się i nie myśleć o konsekwencjach. Tak od czasu do czasu, bo myślę, że ten etap życia mam już na dobre za sobą. Teraz jest inaczej. Jest praca, są obowiązki. Zmieniły się priorytety, ja się zmieniłam. Każdy z Was ma lub miał to samo. Jednak czasem, w te gorsze dni, gdy wszystko jest do dupy, a dorosłość okazuje się zbyt wymagająca, chciałabym się cofnąć o te 10 lat. Poczuć tę beztroskę, luz, radość z małych rzeczy. Ot tak, żeby sobie przypomnieć, że może czasem warto po prostu… wychillować.

 

MOGĄ SPODOBAĆ CI SIĘ:

Lata lecą…a my wciąż tacy sami.

Moje idealne życie w kilku scenach

One comment

  1. Ellas says:

    Tak na prawdę każdy wiek jest dobry dla nowych wyzwań i szaleństw. Ich różnorodność zmieniaja się dokładnie tak jak i mu się zmieniamy – i to jest właśnie to co w życiu jest fajnego. Inne rozrywki cieszyły nas w wieku kilkunastu lat, inne gdy jesteśmy starsi. Szkoda mi tylko ludzi którzy na siłę pozostają sobą wbrew uplywowai czasu – dla mnie jest to strasznie smutne patrzeć i przebywać z takimi ludźmi.

Dodaj komentarz