Czas na wyprowadzkę!

Czas ucieka nieubłaganie w tak zawrotnym tempie, że nie jestem w  stanie za tym nadążyć. Może dlatego, że ostatnie pół roku jest tak bardzo intensywne, że aż trudno w to uwierzyć. Niedawno jeszcze był szał i stres związany ze ślubem, który teraz wydaje się być czymś bardzo odległym. Długie miesiące przygotowań, odliczania i nagle okazuje się, że jesteśmy miesiąc po weselu, życie toczy się dalej i wymaga coraz to nowszych pokładów energii, bo tak to już jest, że codzienność nie daje ani chwili wytchnienia. Ostatnio bardzo to odczuliśmy, bo po ślubie mieliśmy całe 4 dni wypoczynku tylko dla siebie, bo potem trzeba było ruszyć dalej.

Przyszedł czas na… wyprowadzkę! Pamiętajcie wpis: “Czego nauczyłam się po wyprowadzce?” – napisałam go chwilę po tym, jak moi rodzice wyprowadzili się z naszego rodzinnego mieszkania, a ja zamieszkałam w nim z Marcinem. Było to prawie rok temu, a ja jestem pewna, że wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że o tej porze, rok później będę robić dokładnie to samo. Ale życie jest szalone i nieprzewidywalne, więc w tym roku przyszła kolej na nas. Po ślubie czekało nas pakowanie, zabieranie swoich rzeczy, co wywoływało we mnie przerażenie. Odkryłam, jaki mam ogrom rzeczy i ile z nich trzymam niepotrzebnie, z sentymentu do przeszłości.

 

Jak mam spakować ponad 20 lat życia w kilka kartonów i walizek? Przez szał związany z organizacją wesela nie miałam czasu, żeby oswoić się z myślą, że muszę opuścić miejsce, w którym się wychowywałam, mieszkałam i znałam każdy kąt. I nagle okazało się, że po prostu trzeba to zrobić i zwolnić miejsce dla innych osób w moim domu rodzinnym. Stałam pośrodku swojego pustego pokoju, w którym płakałam, śmiałam się, dojrzewałam, odbywałam ważne rozmowy, zakładałam bloga, pisałam zlecenia i czułam się tak jakoś nieswojo. Sądziłam jednak, że będzie mi dużo bardziej przykro, niż było w rzeczywistości. Patrzyłam na te puste szafy, ściany i zrozumiałam, że to nie jest już mój dom. To tylko pusta przestrzeń, do której się przyzwyczaiłam. Dom to ludzie, z którymi go tworzysz. Tutaj już nie było moich rodziców, brata, psa…a mój mąż przecież zawsze będzie obok, nieważne dokąd się przeniesiemy. Przyjaciele i znajomi też zostaną, nieważne gdzie będziemy mieszkać. Pamiętam przecież jak moja najlepsza przyjaciółka w gimnazjum przeprowadziła się – dla mnie to było straszne. Teraz ta sama ukochana przyjaciółka przeniosła się do Warszawy, a pomimo tego nic się nie zmieniło. Liczę, że  z nami będzie tak samo.

Teraz jesteśmy w zupełnie innym miejscu, a mimo to czuję się szczęśliwa. Czekają nas jeszcze 2 wyprowadzki, aż w końcu uda nam się osiąść na dobre i będziemy u siebie. Jednak w każdym z  tych miejsc będę się czuła dobrze, wiem to.

Oczywiście żałuję, że musieliśmy wynieść się z wygodnego mieszkania w centrum Poznania, z którego wszędzie mieliśmy blisko. Życie tam było proste, wygodne i nieskomplikowane. Mogliśmy w każdej chwili wyskoczyć na obiad do miasta, galerii czy kina. Jednak życie składa się z wyborów i podejmowania decyzji. A my już dawno zdecydowaliśmy, że nie chcemy żyć w mieście. Coś się kończy, żeby coś nowego mogło się zacząć. Chociaż czasami trudno jest zamknąć pewien rozdział, to właśnie tak musi być. Trudno jest opuścić znane miejsce, w którym się wychowywałam i zrezygnować na jakiś czas z wygód. Robimy to jednak po to, żeby żyło nam się jeszcze fajniej i szczęśliwiej 🙂

Dodaj komentarz