O uchodźcach

Niedawno przypadkowo trafiłam na program telewizyjny “kulisy 11 września”. Gdy doszło do  zamachu terrorystycznego miałam 10 lat i nie rozumiałam tego, co się dzieje. Nie wiedziałam, jak to wydarzenie wpłynie na cały świat. Podejrzewam, że nie potrafiłam nawet sobie tego racjonalnie wytłumaczyć. Jednak tamten dzień był pewnego rodzaju punktem przełomowym we współczesnej historii. Później, gdy byłam już starsza sama zaczęłam się interesować tym, co dzieję się na świecie. Z czasem więcej czytałam reportaży o organizacjach terrorystycznych i o samym islamie. Śledziłam bieżące wydarzenia i nie chciałam wierzyć w to, co mówiły media. Niezliczone książki i artykuły sprawiły, że wiedziałam więcej o islamie i kulturze Bliskiego Wschodu. Fascynowało mnie to i nigdy w życiu nie pomyślałam, że każdy muzułmanin jest terrorystą. Miałam ogromny szacunek do tej religii i jej wyznawców, jak do każdego człowieka. Uważam, że każdy ma prawo wierzyć w to, co chce pod warunkiem, że nie robi krzywdy drugiemu człowiekowi.

Czy pobożny muzułmanin żyjący w zgodzie z własną religią jest niebezpieczny? Nie. Czy zastraszeni ludzi, którzy są ofiarami politycznych wojen gdzieś na pustyniach Pakistanu stanowią dla nas zagrożenie? Nie. Czy radykalny świr, nieumiejący czytać i pisać i wierzący, że męczeńska śmierć zapewni mu miejsce w raju jest niebezpieczny? Zdecydowanie tak.

3500

Zagrożeniem są terroryści. Samozwańcze Państwo Islamskie to przykład na to, jak niebezpieczny jest radykalny islam i interpretowanie Koranu według własnych zasad. Ayaan Hirsi Ali autorka książki Nomadka, która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, jest jedną z kobiet, którą podziwiam. Jako antyislamska publicystka, była posłanka holenderskiego rządu krytykuje tę religię i próbuje zwrócić uwagę Zachodu na zbyt liberalne podejście do kwestii imigrantów i niebezpieczeństw, jakie mogą z tego wyniknąć. Pisze o sytuacji w Holandii i podkreśla, że wbrew wszelkim przekonaniom społeczności islamskie nie integrują się, tylko tworzą swoje własne getta. Była muzułmanka apelowała do świata i władz Holandii, że radykalny islam nie jest religią pokoju i zagraża wolności Europy – dlaczego nikt jej nie słuchał?

Jestem bardzo tolerancyjna. Nie przeszkadza mi multinarodowe społeczeństwo, pod jednym warunkiem – to ludzie zintegrowani i zasymilowani, którzy przestrzegają zasad i praw obowiązujących w kraju, w którym mieszkają. Szanują tradycję. Jeśli to robią nie obchodzi mnie, czy są wyznawcami islamu, katolicyzmu czy czegokolwiek innego. Jednak, kiedy uchodźcy czy ekonomiczni imigranci próbują w naszej Europie stworzyć swoje Państwo – moja tolerancja się kończy.

Uważam, że zbyt wielu dobrych ludzi – muzułmanów cierpi przez uogólnianie i wrzucanie ich do jednego worka razem z terrorystami. Nie każdy muzułmanin jest terrorystą. Niestety przeważnie każdy terrorysta jest wyznawcą islamu, więc naturalnie boimy się tej religii. Boimy się też ludzi. Jednak wśród muzułmanów są ludzie dobrzy i źli. Niestety to tych złych znamy.

Strach potęgują ostatnie wydarzenia z Paryża. To, co się wydarzyło w stolicy Francji to tak naprawdę zamach na całą wolną Europę. Niestety zbyt długo byliśmy za dobrzy dla innych. Dobro to pozytywna cecha, ale czasem może obrócić się na niekorzyść. Tak też było w naszym przypadku. Zgadzam się z Ayaan Hirsi Ali, że zachodnie rządy były zbyt liberalne i dały przyjezdnym zbyt dużą swobodę, w obawie przed oskarżeniami o rasizm i dyskryminację. Nie jest jednak rasistą ten, który dba o swój kraj. My długo nie widzieliśmy zagrożenia. Albo je zlekceważyliśmy. 11 września powinien być dla nas przestrogą.

O uchodźcach mówi się w mediach dużo. To niewątpliwie ogromny problem, który jednak nas przerósł. To, co wydarzyło się we Francji to znak, że czas powiedzieć dosyć. Czas wyznaczyć zasady i granice. Europa nie uratuje całego świata, a jeśli tak bardzo chcemy pomóc tym ludziom – sprawmy, żeby mogli żyć bezpiecznie w swoich krajach, w swoich domach. Nie przyjmujmy ich na siłę, nie upychajmy w obozach dla uchodźców, tylko przyczyńmy się, żeby mieli dokąd wrócić.

Jestem przeciwniczką przyjmowania więcej uchodźców do Europy. Przykro mi. Zbyt długo to trwało. Czas, żeby Ci ludzie nauczyli się walczyć o swój kraj, nie wybierali schronienie w Europie. Nie dla każdego jest tutaj miejsce. Wierzę, że wśród przybywających wielu z nich to naprawdę osoby, które uciekają przed wojną domową w swoim kraju. Bardzo mi ich żal. Jednak wielu, którzy przypływają do Europy to młodzi mężczyźni, którzy mogliby walczyć o wolność swojej ojczyzny zamiast tego wybierają ucieczkę. Wielu to także bojownicy państwa islamskiego, którzy przedostają się do Europy, żyją wśród nas, by później zaatakować bezbronnych ludzi. Podobnie było przed zamachem 11 września. Teraz to kwestia zaufania. A ja po prostu po tych wszystkich wydarzeniach nie ufam już obcym.

Nie oznacza to jednak, że mam zachowywać się jak banda niewychowanych nacjonalistów – debili, którzy idą i skandują obraźliwe hasła i biją na ulicach cudzoziemców. Jest mi wstyd za takich ludzi. Wiem, że większość z nich to niedouczeni imbecyle, nieczułe kaleki emocjonalne. I nie boję się tego napisać. Co mnie od nich odróżnia? Przecież też nie chcę przyjmować więcej uchodźców. Mam mózg, potrafię go używać, ale najważniejsze – wiem, co to empatia. To mnie odróżnia od zwierząt. Potrafię kulturalnie wypowiedzieć swoje zdanie. Wiem także, że trzeba pomóc tym ludziom. Nie mam pomysłu jak, ale myślę, że nasza Europa nie podniesie się po kolejnych napływach uchodźców.

Europa to mój dom i każdy z nas chce czuć się bezpiecznie u siebie w domu. Nikt nie chce zastanawiać się nad tym, czy za chwilę nie będzie ofiarą ataku. Nikt z nas nie chce żyć w strachu, będąc u siebie. Jesteśmy gospodarzami, więc to my powinniśmy dyktować warunki, nie pozwalać, żeby goście narzucali nam swoje przyzwyczajenia. To kwestia dobrego wychowania.

 

Dodaj komentarz