10 wspólnych lat razem

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ba nawet nie od drugiego i trzeciego. Jak ten człowiek mnie denerwował, jak wkurzał. Byliśmy parą dzieciaków, która spędzała wspólnie czas. Mieliśmy wspólnych przyjaciół. Zaczynaliśmy najbardziej zbuntowany, szalony, młodzieńczy czas. Rozpoczynaliśmy szkoły średnie, w głowach mieliśmy beztroskę, nic poważnego. Co my mogliśmy wiedzieć o miłości? Takiej prawdziwej, dojrzałej. Nic. Co wiemy dzisiaj? Dużo.

Bo po 10 wspólnych, chwilami trudnych latach przeżyliśmy więcej niż niejedna para.

 

Przeżyliśmy razem wszystko, co dało się przeżyć. Rozstania, powroty, smutki, łzy, radości, okres dojrzewania, dorastania, beztroski, podejmowanie trudnych decyzji. Byliśmy razem, gdy zaczynaliśmy liceum, gdy je kończyliśmy i wybieraliśmy studia. Zaliczaliśmy razem sesje, kończyliśmy wspólnie kolejne lata studiów, pisaliśmy prace inżynierskie i magisterskie, zdobywaliśmy tytuły. Byliśmy przy sobie, gdy wchodziliśmy w dorosłe życie, gdy szukaliśmy pierwszej poważnej pracy. Byliśmy ze sobą, gdy pierwszy raz się wspólnie upijaliśmy w latach młodzieńczych i jesteśmy ze sobą, gdy kupujemy dom i organizujemy ślub. Przeżyliśmy ze sobą wszystko, co dało się przeżyć. Mało która para może powiedzieć to samo o sobie.  Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach jesteśmy pewnie nielicznymi wyjątkami, dziwnym przypadkiem, który zdarza się coraz rzadziej.

Na pytania ” tak długo z jednym facetem?”, odpowiadam zawsze “jak trafisz prawie na ideał, to po co go wymieniać?”.

Znamy się na wylot. Wiemy o sobie tyle, ile można wiedzieć o drugim człowieku. Poznaliśmy swoje najlepsze, najpiękniejsze oblicza, ale też te najgorsze i najbardziej okropne. Byliśmy w sytuacjach skrajnych, chwilach zwątpienia i rezygnacji. Nic nas nie zniszczyło. Jeśli to nie jest prawdziwa miłość, to nie wiem, co mogłoby nią być.

Nie potrafię opisać słowami 10-ciu wspólnych lat. Wiem jedno – te 10 lat nie osłabiło mojego uczucia. Wręcz przeciwnie. Spotęgowało je i wzmacnia każdego dnia. Tu już nie ma młodzieńczej namiętności i zdradliwego zauroczenia. Jest głęboka, dojrzała, budowana latami i stawiana na solidnych fundamentach miłość.

Nie wierzę, że byliśmy sobie przeznaczeni. Ba, ja nawet nie wierzyłam w nas. Na to, co mamy pracowaliśmy długimi latami. Gdyby nie prawdziwe uczucie, to pewnie by nam się nie udało. Ale gdy patrzysz na drugą osobę i zawsze mówisz sobie – tak to ona, to chcesz zrobić wszystko, żeby to wyszło.

Próbuję się cofnąć myślami te 10 lat wstecz. Do chwil, w których zaczynaliśmy. Próbuję sobie przypomnieć, co myślałam, co czułam. Chciałabym wiedzieć, czy wtedy przeszło mi przez myśl chociaż przez chwilę, że ten facet będzie moim mężem, z tym facetem będę stawiać swój dom i ten facet będzie ojcem moich dzieci. Jestem przekonana, że nie.

Byłam gówniarą. Miałam 15 lat. Marcin 16. Byliśmy młodzi, głupi i ciekawi nadchodzącego nas  życia. Nikt z nas nie miał pojęcia, że to co właśnie zaczynamy będzie związkiem na zawsze. Powiedzcie, kto w takim wieku o tym myśli? Lata mijały, między nami bywało różnie, ale zawsze byliśmy razem. I tak minęło 10 wspólnych lat, w trakcie których utwierdzałam się w przekonaniu – tak to ON, to ten jedyny. Dziś myślę o tym, że miałam cholerne szczęście i ogromny dar od losu, że tak szybko spotkałam kogoś z kim spędzę życie i ominęło mnie złamane serce oraz nieszczęśliwa miłość. Kto może przeżyć ze swoją miłością…całe życie?

Dziś mam 25 lat. Marcin 26. Codziennie rano budzę się koło Niego i jestem szczęśliwa. Teraz nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Zaraz weźmiemy ślub, zamieszkamy w naszym pierwszym wspólnym domu, za jakiś czas kupimy psa.To wszystko brzmi jak bajka. Z całych sił marzę, żeby tak pozostało.

 

One comment

Dodaj komentarz