Moje wrażenia z Tatr

Tatry –najwyższe polskie pasmo górskie, kierunek wypraw miłośników pieszych wycieczek i sportów zimowych. W tym roku także mój wybór na urlop. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nigdy przenigdy nie wybierałam południa Polski, jako miejsca na spędzenie wakacji.  Góry do tej pory kojarzyły mi się jedynie z zimą, śniegiem, deską i stokami. I tyle. W tym roku urlop zaplanowaliśmy w Polsce. Najpierw północ, potem wygnało nas na południe – wymyśliłam sobie Zakopane. Naoglądałam się tych pięknych widoków, krajobrazów, nasłuchałam się o magii łażenia po górach to sobie postanowiłam, że ja też tak chcę! Chcecie wiedzieć, jak to się skończyło?

sdr

To przeczytajcie moje wrażenia z Tatr :

Polskie góry zachwycają – pewnie słuchaliście o tym wielokrotnie lub wiecie z własnego doświadczenia, lecz dla takiego amatora górskich wspinaczek, jak ja odkrycie tego było nie lada zaskoczeniem. Tatry są majestatyczne i potrafią sprawić, że każdy nabierze do nich szacunku. Ja nabrałam, bo widok z Tatr robi wrażenie. W tym roku częściej niż kiedykolwiek wcześniej powtarzałam – Polska jest piękna.

dav

dav

Krupówki i Morskie Oko są przereklamowane i kiczowate. Przed wyjazdem śmiałam się sama z siebie, że jestem Januszem Gór. Wiecie, co? Nie jestem! I to wszystko, dzięki mojemu narzeczonemu, który odpowiednio przygotował mnie na taki wyjazd i zaplanował wszystko. Gdyby nie on, kto wie czy nie spędziłabym całego urlopu łażąc po tych beznadziejnych Krupówkach, się na ludzi. Czemu beznadziejnych? Krupówki są kiczowate, śmierdzące kebabami i goframi, pełnymi rozwrzeszczanych dzieciaków, bawiących się chińskimi gównami kupionymi na straganach. Jest brzydko i brakuje klimatu. A ja to bym chciała, żeby były drewniane, tradycyjne domki, w których można by kupić takiego prawdziwego oscypka. Żeby nie było kebabów, tandetnych reklam i sklepów z chińskim gównem. Żeby na Krupówkach było czuć góry, nie powiew wielkiego miasta. Żeby było klimatycznie, swojsko i po góralsku! A nie jest, dlatego podobało mi się tam średnio.

 

Podobnie jest na Morskim Oku. Gdy zeszliśmy ze szlaku i zobaczyłam tłum turystów, pochłaniających zapiekanki i drinki z palemką (!) oszalałam. Nie tak to sobie wyobrażałam. Miało być pięknie, klimatycznie i górsko. Było tandetnie, śmierdząco i tłoczno. Dodatkowo ogromna kolejka śmierdzących leni, co nie mogą sami przejść się na spacer, tylko czekają aż konie im dupska na dół zabiorą.  Z prawie zwichniętą kostką, zmęczona po całodziennym łażeniu i zła odmówiłam zjechania bryczką – nie będę hipokrytką ani Januszem Gór – zejdę sama. Szkoda, że inni przyjechali tam jedynie po to, żeby wpieprzyć frytki i wsiąść z piwskiem na bryczkę z koniem.

 

Warto się zmęczyć. Marcin wybrał trudną trasę – przynajmniej dla mnie trudną. Tego dnia przeszliśmy w górach 30km. Szlak na Dolinę Pięciu Stawów nie był dla mnie prosty. Niech teraz wszyscy śmieją się ze mnie i mówią, że jestem słaba i miękka, ale dla mnie wejście tam było nie lada wyczynem i kosztowało mnie dużo wysiłku. Żebyście wiedzieli ile ja razy przeklinałam góry, krzyczałam, mówiłam, że mam dość, że to pierdolę, że już nie chcę. Ale dotarłam – a skoro mi się udało, to większość z Was dałaby radę. Gdyby nie Marcin nigdy w życiu bym się na to nie zdecydowała – byłabym typowym turystą, co zalicza Morskie Oko i twierdzi, że widział góry. Wiedziałam jednak, że mu zależy, że chce żebym z nim połaziła i poszła w te góry. No to, co miałam zrobić? Zaciskałam zęby i szłam a on mnie motywował i dzielnie znosił moje humory i narzekanie – a ja straszna jestem wtedy, to Cud chłopak ten mój Marci. Nie zareagował nawet, gdy po dotarciu do Doliny Pięciu Stawów powiedziałam, że „nigdy więcej nie namówi mnie na to i, że mam w dupie te głupie góry”. Gdy prawie zwichnęłam sobie kostkę spadając z kamienia dzielnie wspierał mnie dalej. Tam do góry to była próba mojego charakteru i jego cierpliwości. On zdał na medal, u mnie było z tym gorzej. Nie przytoczę Wam wszystkiego, co wtedy powiedziałam, bo teraz jest mi trochę wstyd. Ale teraz też cieszę się, że to zrobiłam. Cieszę się, że poszłam w góry. Gdy następnego dnia spojrzałam na zdjęcia wiedziałam, że było warto.

sdr

dav

Urlop w górach może być fajny. Wierzcie mi lub nie, lecz do tej pory sądziłam, że jeśli nie ma słońca, plaży i błękitnej wody to trudno taki wyjazd nazwać „ wakacjami”. Prędzej wycieczką, ale nie takimi wakacjami z prawdziwego zdarzenia. Być może to głupie, nie wiem, ale tak właśnie sądziłam. Teraz jestem bardziej otwarta. Wiem, że są różne formy spędzania wolnego czasu. Wiem, że każdy może spędzać swój urlop po swojemu i wcale nie musi on wyglądać tak, jak ja to sobie wyobrażam. Jedni lubią góry, drudzy morze, jeszcze inni wybierają kemping, mazury lub zagraniczne kurorty – i to jest ok. Nie dla każdego definicja udanych wakacji musi być taka jak moja.

dav

dav

dav

Góry polskie są piękne, zapierają dech i naprawdę rozumiem ludzi, którzy kochają je całym sercem. Szanuję tych, którzy zdobywają szczyty i, jako formę spędzania wakacji wybierają piesze wycieczki. Jednak pomimo tego wiem, że nigdy nie będę jedną z tych osób. Góry uczą pokory, kształtują charakter i pozwalają na spędzanie czasu najbliżej natury, jak to tylko możliwe. Góry mnie zachwyciły, jednak ich nie pokochałam. Nie poczułam nagle, że piesze wycieczki i zdobywanie szczytów jest moim wymarzonym sposobem na spędzanie wakacji. To nie jest mój konik i nie sądzę, żeby kiedykolwiek był. Ale przekonałam się, że fajnie jest zrobić coś innego i spróbować czegoś nowego. Nie wiem, kiedy znów wybiorę się w góry latem, żeby pochodzić, być może zimą, być może dopiero za kilka lat…

dav

A jakie są Wasze wrażenia z Tatr?

This entry was posted in Miejsca.

Dodaj komentarz