Miasto vs wieś

Koniec lata

Ostatnie tygodnie sierpnia to dla mnie od zawsze najgorszy okres w całym roku. Wszyscy uwielbiają wakacje, to przecież oczywiste, ale dla mnie zawsze były szczególne, a ich koniec oznaczał wiele pożegnań. To właśnie z lata mam najpiękniejsze wspomnienia swojego życia i chociaż odkąd skończyłam naukę i nie muszę wracać do szkoły, to wciąż boleśnie odczuwam, kiedy nadchodzi wrzesień. Wierzcie mi, że co roku dopada mnie nostalgia, gdy nadchodzi 31 sierpnia i tym razem nie chce być inaczej.

20150620_204458

Miasto

Całe życie mieszkam w Poznaniu. To miasto to mój dom, w którym czuję się naprawdę dobrze. Do niedawna byłam totalnym mieszczuchem, który bał się spać pod namiotami a bez obecności centrum handlowego w pobliżu nie wyobrażał sobie życia. Zawsze powtarzałam, że uwielbiam mieć wszystko na wyciągnięcie ręki: knajpy, kino i restauracje. Lubiłam pęd życia w mieście, jego tempo. Uparcie broniłam się przed wyprowadzką, bo byłam przerażona porzuceniem wygody, jaką daje życie w Poznaniu. Poza tym, wiecie – zawsze z dumą mogłam o sobie powiedzieć, że jestem prawdziwą Poznanianką. Dzisiaj? Starzeję się, bez jaj. Życie w mieście mnie męczy, jest uciążliwe i dlatego, jak najczęściej z niego uciekam.

20150604_110721

Wieś

Kiedyś trochę z obowiązku, dziś z własnej nieprzymuszonej woli, uciekam na wieś. 20 km za Poznaniem odnalazłam swoje sacrum już kilka lat temu, ale z biegiem czasu coraz bardziej odczuwam potrzebę bycia tam. Bez internetu (uwierzycie? JA? Bez dostępu do stałego łącza?) ze słabym zasięgiem i brakiem komunikacji miejskiej. Jak to możliwe? Nie wiem. Kiedy niektórzy znajomi ciągną do życia w mieście, imprez i spędzania czasu w nowo powstałych hipsterskich miejscówkach ja najchętniej spędzam czas na chillowaniu na trawce z innymi. I wiecie co? Uwielbiam to. Kocham i nie zamieniłabym na nic innego. Ten spokój. Wolno płynący czas i poczucie, że nic nie musisz. Nie muszę mieć idealnego makijażu, najlepszych ciuchów, bo mogę biegać w bieliźnie po trawie – mam to gdzieś. Nikt mi nie truje dupy i wreszcie mam czas, którego zawsze brakuje mi w Poznaniu. Właśnie, dlatego przez kilka miesięcy w roku zamieniam miasto na wieś. Nie straszne mi codzienne dojazdy, wcześniejsze wstawanie do pracy, czy nawet brak dostępu do internetu (no dobra, to trochę przeżywam!). Całe szczęście (!!!) mam możliwość wyboru i życia w dwóch miejscach jednocześnie. Kiedy zatęsknię za smrodem miasta, jego brudem,  nowymi knajpami, wyskoczeniem z przyjaciółką na kawę, czy piwo lub kąpielą w wannie – wracam. Kiedy Poznań zaczyna mnie męczyć – uciekam.

Gdzie będę mieszkać za kilka lat? To proste – wieś z szybkim dojazdem do miasta.

20150808_14531220150808_145736

Dodaj komentarz