Kamil Durczok

Fakty TVN Kamil Durczok 28.04.2006 warszawa foto: TVN / Krzysztof Dubiel

Wszystko zaczęło się od artykułu, w którym dziennikarka jednej ze stacji telewizyjnych  wyznała, że była molestowana w pracy. Wybuchła afera.  No bo jak? Molestowanie? W mediach? Takie rzeczy się nie dzieją. A przynajmniej nie powinny się dziać. Ośmielę się napisać, że do molestowania w pracy dochodzi nie tylko w stacjach telewizyjnych. Jednak naczelny tygodnik śledczy w Polsce- Wprost postanowił zbadać sprawę. Nagłośnił  przypadek molestowania, bo… chyba miał poczucie misji. W każdym razie na swoim Facebooku Wprost napisał: Wiedzieliśmy, że ofiar jest więcej. I liczyliśmy, że – podobnie jak to miało miejsce w przypadku analogicznych afer na Zachodzie – nazwanie i opisanie problemu przerwie zmowę milczenia wokół sprawy. I jeszcze to: Od początku zakładaliśmy więc, że do tematu wrócimy. I kontynuowaliśmy dziennikarskie śledztwo. Mieliśmy przekonanie, że po publikacji uda nam się dotrzeć do kolejnych osób, które zdecydują się mówić. I że tym razem otrzymamy zgodę ofiar na ujawnienie zarówno nazwy stacji, jak i nazwiska dziennikarza. Efektem dziennikarskiego śledztwa był artykuł we Wprost: Ciemna strona Kamila Durczoka. To rozpętało medialną wojnę.

Wprost linczuje Kamila Durczoka za to jakim jest człowiekiem w życiu prywatnym.  Według tygodnika policja złapała dziennikarza po tym jak uciekał z mieszkania, w którym znaleziono biały proszek, erotyczne gadżety i filmy oraz prywatne rzeczy Kamila Durczoka.   Mam w dupie to, co robi Durczok w swoim domu. Może być nawet drugim Christianem Grey’em pod warunkiem, że nikomu nie robi krzywdy. Jest zasadnicza różnica między oglądaniem porno, a molestowaniem. Wprost wydał jednak swój wyrok: Kamil Durczok dopuszczał się molestowania i mobbingu. Tylko wiecie, co? Czy zwykłym świństwem nie jest grzebanie w prywatnym życiu szefa Faktów, a następnie oczernianie go na okładce? Wprost już od dawna jest zwykłym brukowcem. Nic więc dziwnego, że prochy i seks to tematy, które najbardziej kręcą redaktora Latkowskiego. A może Polacy powinni być wdzięczni, że Wprost stoi na straży moralności w polskich mediach? W każdym razie chodzi o to, że gazeta nie ma prawa stawiać zarzutów. Nie ma prawa wchodzić do domu i grzebać w prywatnych rzeczach i nie ma prawa żerować na kimś, by zwiększyć sprzedaż. To jest zwykłe chamstwo i prostactwo. Tak się nie robi.

Po rewelacjach gazety Zarząd TVN powołał komisję, która miała zbadać sprawę. Komisja zadziałała szybciej niż jakakolwiek komisja sejmowa i oznajmiła, że Kamil Durczok Faktów już nie poprowadzi. Jak bardzo ucierpiałby wizerunek “poważnej” stacji telewizyjnej, w której szef programu informacyjnego nie straciłby stanowiska? Jak bardzo TVN pokazał, że podchodzi do sprawy poważnie i będzie zwalczał wszelkiego tego typu doniesienia w swojej stacji? Nieważne, że kariera kogoś, kto dla wielu zapewne był dziennikarskim wzorem, właśnie burzy się jak domek z kart.

Absolutnie nie chcę bronić Kamila Durczoka. Uważam, że nikt z nas nie wie, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami redakcji i stacji telewizyjnych. Nikt nie wie o układach i układzikach. Jednak to, co zrobił Wprost, powołując się na dziennikarstwo śledztwo i prawo ludzi do informacji jest największym szambem w polskich mediach. Dlaczego? Ano dlatego, że Kamil Durczok robił dobrą robotę w Faktach. Z tego powinniśmy go rozliczać. Jego życie osobiste nie jest naszą sprawą, ani tym bardziej sprawą dziennikarzy brukowego tygodnika Wprost, który szuka sensacji na okładkę. Dokąd zmierzacie polskie media?

Na szczęście w Polsce obowiązuje zasada domniemania niewinności. Dopóki prokuratura nie przedstawi odpowiednich zarzutów, lub sąd nie skarze Kamila Durczoka za przestępstwa, które postawił mu Wprost,  dla mnie jest niewinny.

Dodaj komentarz