Pad Thai

Długo się zbierałam, żeby wybrać się do Pad Thai. Chyba odkąd zobaczyłam, że Magda Gessler przeprowadza tam rewolucje. Kusiły mnie tajskie smaki, zwłaszcza, że kuchnię azjatycką uwielbiam ( na przykład indyjskie tavaa, lub indonezyjskie Warung Sumatra). Oczekiwania miałam ogromne. Jeśli dodatkowo przejrzycie menu i zwrócicie uwagę na ceny, to zrozumiecie, że za taką cenę wymagacie dużo dobrego. Nie byłam nigdy w Tajlandii, marzy mi się taka podróż, a restauracja Pad Thai obiecuje, że w Poznaniu poczuję się jak na ulicach Bangkoku.  No to zaczynamy podróż od zupy. Słodko- kwaśna z dodatkiem kurczaka. Jem, bo umieram z głodu, ale rewelacji nie ma. Wielkie kawałki papryki, ananasa i mięsa swobodnie sobie pływają. Jest na bogato, ale co z tego, skoro żadnego składnika nie mogę włożyć do ust, bo są za duże. Uporałam się z zupą, ale czuję niedosyt. Może to być rozczarowujące, jeśli płacicie za nią 19 zł. Czy jest warta swojej ceny? Nie.

Na danie główne ja wybieram Pad Thai Kai (39zł), moja osoba towarzysząca Phaneng Kai, czyli danie na bazie pasty curry, mleczka kokosowego, z limonką, trawą cytrynową i kurczakiem (36zł). Wygląda ekstra, pachnie cudownie, a ja nadal jestem głodna.

METADATA-START

 

Całkiem duża porcja, którą ze spokojem bym się najadła. Gdybym tylko zjadła ją całą. Niestety nie dałam rady, bo… nie smakuje mi. Po zjedzeniu połowy zaczyna mnie mdlić od Pad Thai. W międzyczasie przychodzi kelner i pyta się, czy wszystko smakuje (obsługa jest genialna, to muszę przyznać), a ja jestem wściekła i żałuję wydanych pieniędzy ( po cichu pomstuję, że w Warung Sumatra miałabym za tę cenę prawie 3 konkretne, genialne dania), więc tylko kiwam głową. Mój Pad Thai i tak okazał się o niebo lepszy od Phaneng Kai, w którym ilość mleczka kokosowego sprawia, że po 3 kęsach mam dość. Dodatkowo ryż jest zlepiony i przesuszony, jakby stał od dłuższego czasu. Bardzo niefajnie.

METADATA-START

 

Czeka nas jeszcze deser, ale wierzcie mi, że po zupie i daniu głównym jestem w tak podłym nastroju, że nie mam na niego ochoty. Zamawiamy lody i owoce w tempurze. Deser okazuje się być ze wszystkiego najlepszy. Przynajmniej zjadam go w całości.

Zastanawiam się, czy to moje preferencje smakowe sprawiają, że w Pad Thai, restauracji po Kuchennych Rewolucjach, nic mi nie smakuje, czy po prostu to nie było dobre tajskie jedzenie. Jednak osoba, która jadła ze mną podziela moje zdanie. Wielka szkoda, bo liczyłam, że to kolejne, fajne miejsce w Poznaniu. A może to i dobrze – oszczędzę pieniądze, bo Pad Thai do najtańszych nie należy. Dajcie mi proszę znać, gdzie mam zjeść dobre tajskie jedzenie! Bo nadal wyobrażam sobie, że jest mega pyszne. Do Pad Thai pewnie już nigdy się nie wybiorę, ale jeśli jesteście ciekawi czy mówię prawdę, lub uważacie, że się nie znam to idźcie, spróbujcie i napiszcie do mnie. Umieram z ciekawości. Tymczasem pozostanę przy sprawdzonych miejscówkach!

One comment

  1. Knafa says:

    Kasiu, a próbowałaś Pad Thai w Raju? Mi bardzo smakowało, ale było to pierwsze Pad Thai jakie jadłam i jak dotąd ostatnie, stąd nie mam porównania 🙂

Dodaj komentarz