Morocco Restaurant

20150416_175414

W Poznaniu otwierają się coraz to nowsze restauracje z ciekawą kuchnią. Dlatego nie potrafię zrozumieć, jak to możliwe, że wciąż nie ma u nas knajpy z kuchnią gruzińską! W każdym razie do Morocco Restaurant chciałam się wybrać, jak tylko dowiedziałam się o otwarciu. Okazja trafiła się dopiero teraz, podczas wiosennej edycji #Culinary Fest. Sprawdziłam menu- ok, nie ma nic słodkiego. Bo musicie wiedzieć, że nienawidzę mięsa w połączeniu ze słodyczą. Może to, że Morocco Restaurant ma w swoim menu takie pozycje jak tadżin z kurczakiem, w którym jednym ze składników są rodzynki, a one nie przejdą mi przez gardło lub inne słodkie dodatki, spowodowała, że tak długo zbierałam się, by odwiedzić to miejsce. W festiwalowym menu na szczęście miało nie być takich połączeń, więc mogłam spokojnie iść i próbować. Wchodzimy do środka razem z koleżanką, a tam unosi się przepiękny, intensywny zapach aromatycznych przypraw. “Będzie dobrze myślę”. Podchodzi kelnerka, która jest super miła i jeszcze bardziej mi się podoba. Miła odmiana, po obsłudze w innych miejscach.  Zamawiamy te pozycje, które Morocco Restaurant proponuje podczas trwania #Culinary Fest, czyli: po pierwsze haria- tradycyjna zupa na bazie soczewicy, cieciorki i pomidorów, którą podaje się w okresie ramadanu. Jest dobrze, moje klimaty. Gęsta, lekko pikantna i pięknie podana idealnie zaspokaja pierwszy głód.

20150416_180107

20150416_180116

 

Przychodzi czas na drugie danie, czyli bastill z wołowiną- ciasto filo nadziewane mięsem, grillowaną papryką i oliwkami z sosami jogurtowo- miętowym oraz coulis z papryki czerwonej i kaparów.

20150416_182032

Drugie danie to już niestety w ogóle nie moje klimaty. Biorę pierwszy kęs- nie jest źle. Ale biorę następne i nie jest już tak fajnie. Mówię mojej towarzyszce, że dla mnie to jest za słodkie. Czuję jakbym jadła wanilię lub cynamon w mięsie, ale wolę nie zgadywać, co to dokładnie, bo na pewno zostawiłabym resztę.  Koleżanka mówi mi, że dla nie jest ostre. Zazdroszczę jej, bo ja jedyne, co czuję to słodycz. Sos jogurtowo miętowy też nie przynosi ratunku, bo jest za mało miętowy,a coulis ginie gdzieś w słodyczy. Bardzo żałuję, że w menu nie było wspomniane o tym, jak będzie przyprawione danie. Chociaż wtedy na pewno nie odwiedziłabym Morocco Restaurant i nie przekonała się na własnej skórze, że to na 100% nie są moje smaki. Bo nie chodzi o to, że jedzenie było niedobre i mam traumę. Absolutnie nie. Jestem pewna, że znajdzie się dużo ludzi, którym będzie smakowało. Bo jest aromatyczne, egzotyczne i dobrze się tam czułam jako gość. Zupa była smaczna, a jeśli miałabym znów wybrać się do Morocco Restaurant to po prostu przy składaniu zamówienia dokładnie dopytałabym się, co jest w daniu. Jeśli lubicie takie niecodzienne (przynajmniej dla mnie) połączenia, jak kurczak z rodzynkami lub wołowina przyprawiona cynamonem, to śmiało wpadajcie, bo na pewno dobrze traficie. Przyjemny wystrój, super obsługa i marokański klimat tylko umilą Wam jedzenie. Ja muszę dokładnie przestudiować menu i upewnić się, że jest coś, co zjadłabym ze smakiem i dopiero wtedy mogę tam wrócić.

Morocco Restaurant

ul. Mielżyńskiego 19 Poznań

2 comments

  1. Michał says:

    Knajpa z kuchnią gruzińską w Poznaniu była w czasie pisania tego artykułu i jest nadal. Mieści się na 2 piętrze galerii MM na św. Marcinie i nazywa się Pod Cykadami.
    A restauracje marokańskie były dwie i nie ma już żadnej.

    • Kasia says:

      Słyszałam o “Pod Cykadami”, jednak same negatywne opinie. Poza tym knajpę w centrum handlowym trudno nazwać “dobrą restauracją” 🙂

Dodaj komentarz