Falla

Nie wiem, co się ze mną ostatnio dzieje. Nie poznaję samej siebie. Po pierwsze zaczęłam uprawiać aktywność fizyczną. Regularnie. Chociaż z całą pewnością nie stałam się miłośniczką pocenia się i nie zamierzam swoich zdjęć oznaczać hasztagiem #fitgirl, to muszę przyznać, że fajnie było w końcu się ruszyć. Po drugie zaczęłam odwiedzać dzielnice, które do tej pory były dla mnie wielką niewiadomą: Śródka i Jeżyce. I wreszcie po trzecie, co bardzo łączy się także z drugim punktem – dobrowolnie wybrałam się do wegetariańskiej knajpy. Wiecie, takiej bez mięsa. To już drugi raz po Humhum w niedużym odstępie czasu. Czy ja już pisałam, że nie poznaję samej siebie?

W każdym razie – odwiedziłam nową bliskowschodnią restaurację Falla na poznańskich Jeżycach. I to nie było tak, że trafiłam tam przez przypadek, tylko świadomie pojechałam prosto po pracy, żeby spotkać się z koleżanką. I teraz najważniejsze – było warto.

METADATA-START

Decyduję się na danie o nazwie: Szakszuka. Nie mam pojęcia, co to jest, ale miałam ochotę spróbować czegoś pewnego. Jajka sadzone, w sosie z pomidorami, papryką, cebulą i do tego chlebek. Brzmi zwyczajnie? Być może, ale jest naprawdę pyszne! I co ważne – sycące. Smak coś mi przypomina, coś co kiedyś już jadłam, ale za nic nie mogę przypomnieć sobie, co to jest. Wiem za to, że danie jest bardzo w moim stylu. Lekkie ( i nie mam tu na myśli dietetyczne), bo nie obciąża mojego żołądka a przy tym jestem w stanie się najeść. Czego chcieć więcej? Świeże warzywa, fajnie doprawione, gdzieś tam daje o sobie znać papryczka chilli. Jest dobrze i smacznie.

Moja koleżanka zamawia falafela, który wygląda tak pięknie, że mam ochotę porwać jej trochę z talerza. Porcja jest na tyle duża, że myślę, że nawet mój narzeczony by się tym najadł ( oczywiście gdyby było mięso). Smakuje jej i ślepo jej ufam, że jest równie pyszne, co wygląda.

METADATA-START

12746097_1459764380720714_23356502_n

Gdybyście kiedyś powiedzieli mi, że pójdę dobrowolnie do wegetariańskiej restauracji, to postukałabym się w głowę. Dziś nie tylko jestem bardziej otwarta, ale też sprawia mi to przyjemność.

Falla to fajne nowe miejsce na poznańskich Jeżycach. Niewątpliwie warto przejść się i spróbować. Pewnie gdybym mieszkała w tej części miasta wpadałabym  raz na jakiś czas na szybki lunch. Niestety falla jest zbyt daleko ode mnie,  żebym wybierała się tam zbyt często. Ale wszystkim mieszkającym w pobliżu życzę smacznego!

Dodaj komentarz